Pobieranie adresu IP. i po chwili łaczę się z internetem. Taki komunikat ujrzałem na swoim laptopie dosłownie ok. godzinę temu.
- No nareście zobaczymy co słychać na świecie. - powiedziałem do siebie.
Zmęczony, lekko przeziębiony ale zadowolony z przebiegu trasy. Właśnie zakończył się drugi tydzień mojej trasy. Drugi tydzień jazdy, pracy, tego szumu dotyczącego załadunków, rozładunków.
- Zdążę czy nie zdążę na rozładunek ?
- Wszystkie papiery wziąłem od gościa co mnie rozładowywał ?
- Ok. pieczątki na CMR- kach są wszędzie, więc mogę cisnąć na następny załadunek.
- Może i zdążę się załadować, ale za daleko to ja już nie zajadę bo mi się czas pracy kończy.
To tylko mały ułamek moich myśli, które towarzyszą mi każdego dnia w mojej pracy. Ale teraz w mojej głowie są inne myśli. Od godziny piętnastej mam pauzę do poniedziałku do godziny szóstej rano i pewnie niektórzy z Was obliczą, że nie zrobię obowiązkowych 45 h. tylko mniej. Dokładnie tak, w tym tygodniu robię skrócony tygodniowy odpoczynek, który wynosi minimum 24 h, więc wszystko jest ok. Będzie ponad 24 h ale mniej niż 45 h.
Jestem w trasie dwanaście dni, czyli praktycznie półmetek, bo do polski zjadę prawdopodobnie na dwudziestego marca. Więc jak do tej pory przebiega moja trasa. Na początek trochę liczb:
- Przejechane 5368 km.
- Dostarczono 6 ładunków, siódmy na pace, rozładunek w poniedziałek o godz.8:00 w Monachium.
- Francja zaliczona 2 razy.
Tyle liczb. Kilometrów dużo, czy mało ? Jak na europejskie standardy to uważam, że średnio. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w dwanaście dni przewieźć sześc ładunków i siódmy mieć na pace, tak jak jest to w moim przypadku, to dobry wynik. Mając dużo ładunków na niezbyt długich trasach kilometrów nie da się zrobić za wiele, za to pod rampą człowiek straci sporo czasu i czasami narobi się nieźle. W moim przypadku długa trasa to jest ok.1300 km. ale najczęściej długość moich tras waha się w granicach 800 - 900 km. Więc sami widzicie, że praca kierowcy w UE nie polega tylko na jeżdżeniu, ale w dużej mierze na częstych załadunkach i rozładunkach, co jak wszystko na tym świecie ma plusy i minusy. Napisałem, że pod rampą człowiek czasami narobi się nieźle i pewnie, ktoś zapyta.
- Jak to narobi się, przecież podjeżdża pod rampę i tyle. Siedzi sobie w kabinie, a wózkowy ładuje
towar na pakę. Ale narobi się - biedaczysko.
Akurat w tej trasie w większości trafiały mi się załadunki w małych firmach, gdzie nie zawsze była rampa.
Więc jak wygląda taki załadunek, gdzie nie ma rampy. Już opisuję.
Wózkowy podaje mi wózek ręczny ( hydrauliczny ) i układa palety na końcu naczepy. Moim zadaniem jest tym wózkiem ręcznym ułożyć palety na pace. No i tu jest o czym pisać, lecz ja w tym momencie nie chcę rozpisywać się na temat sposobów załadunków, napiszę tylko tyle, że palety mogą ważyć różnie. Od wagi tzw. piórkowej czyli kilka kilogramów do ponad pół tony, a zdarzają się cięższe tzw.Bi - boxy, takie metalowe kosze, które mogą ważyć nawet ok.1000 kg.
Mi przyszło układać palety ważące od 300 do 600 kg i Bi-boxy ważące ok.850 kg. Super !! Do tego dodam jeszcze to, że naczepa pod takimi firmami nie zawsze stoi w poziomie, tylko przeważnie jak na złość ciągniemy ciężki wózek lekko pod górkę. Do tego dochodzi ciasne układanie palet jedna obok drugiej i już mamy wymarzony załadunek. Rewelacja !!! Po takim załadunku, wiem że żyję.
Ale dobra koniec narzekania, przecież " Życie w trasie " to tak jak na wakacjach, jedziemy sobie piękną autostradą, podziwiamy widoki i co jakiś czas zmęczymy się troszkę robiąc zdjęcie aparatem fotograficznym. I tutaj muszę się zatrzymać. Właśnie przy aparacie fotograficznym, a dokładnie mówiąc przy moim aparacie marki " Olympus - model : VR 310 " ,który używałem do nagrywania filmów i robienia zdjęć. Dlaczego mówię w czasie przeszłym o moim aparacie. A to dlatego, że podczas kręcenia materiału do " Życie w trasie ", materiału na temat składania dachu w mojej naczepie ,spadł mi i uszkodziła się optyka. Mówiąc krótko - zepsuł się czyli - Is Dead. Wyzionął ducha, a raczej ja mu trochę pomogłem. Ale po kolei.
Pierwszy tydzień trasy jeździłem w nocy, a w dzień robiłem załadunki, rozładunki i pauzy. Więc zacząłem we wtorek w nocy i jazda do białego rana. Dziewięć godzin pauzy w dzień, bo robiłem skrócone dobowe odpoczynki, z tego pięć do sześciu godzin snu i o dwudziestej lub jeszcze później ruszałem w drogę, by zakończyć dzień pracy za piętnaście godzin, czyli gdzieś ok. dwunastej, trzynastej następnego dnia i znowu sen w dzień i tak dalej, aż do soboty.
Ale
W Piątek po cało nocnej jeździe, o godzinie ósmej rano byłem pod firmą na rozładunku. Rozładunek poszedł sprawnie i o godzinie dziewiątej trzydzieści siedziałem już w kabinie i czekałem na kolejny ładunek. Była bardzo piękna pogoda, świeciło słońce i było bardzo ciepło. Czułem się zmęczony, ale przede mną było jeszcze jedno zadanie, które musiałem wykonać, zanim mogłem położyć się spać. Musiałem mieć ładunek na pace, aby w nocy z piątku na sobotę móc jechać. Więc czekałem na ładunek. Byłem w mieście Blotzheim we Francji.
Więc czekając na ładunek, pomyślałem, że wykorzystam ten czas i piękną pogodę i nagram film na temat składania dachu w mojej naczepie. Przy okazji ją posprzątam ,aby na następny załadunek pojechać z czystą naczepą. Właśnie podczas tego nagrywania spadł mi aparat na podłogę naczepy i uszkodziła się optyka. Moja pierwsza myśl była taka.
- Początek trasy, a ja nie mam czym robić zdjęć i nagrywać filmów.
Potrząsnąłem nim delikatnie i usłyszałem, że coś stuka w obiektywie. Pomyślałem, że może to jakaś drobna usterka i sam ją naprawię. Czekały mnie trzy tygodnie bez aparatu. Nie był bym sobą, gdybym tak na niego patrzał przez trzy tygodnie i nawet nie spróbował go naprawić. No, ale cóż jedyne co udało mi się zrobić to skutecznie go uśmiercić. Więc gdy aparat nie był już do użytku, wyciągnąłem z niego kartę pamięci, przejrzałem zawartość i stwierdziłem.
- Szkoda mi Cię bardzo, służyłeś mi wiernie, byłeś ze mną w każdej trasie, więc należy Ci się godne pożegnanie. Napisałem " Ode do Olympusa " i nagrałem film pożegnalny, który pokazuje w jaki sposób Olympus odszedł z tego świata. Oczywiście, zrobiłem to z lekkim humorem, przynajmniej chciałem żeby właśnie tak wyszło, sami ocenicie.
Poniżej " Oda do Olympusa " i film pt." Śmireć Olympusa na planie filmowym "
Oda do Olympusa
Mój drogi kolego
Miałem Cię jednego
Mój jedyny przyjecielu
Takich jak,Ty nie ma za wielu
Byłeś ze mną w każdej trasie
Byłeś przy mnie w każdym czasie
W czasie dobrym i pogodnym
W czasie smutnym i żałobnym
Twe odejście,mocna we mnie siedzi
Odszedłeś tak szybko,bez zapowiedzi
Wspominam nasze wspólne wieczory
Pamietasz ? Nawet wtedy,gdy byłem chory
Tyle zdjęć dla mnie zrobiłeś
Tyle filmów nakręciłeś
Odszedłeś,a byłeś taki młody
I niebrakowało Ci urody
I cóż mogę więcej powiedzieć
Żegnaj przyjacielu,takich jak ty nie ma za wielu
krzysiek
Film ten powstał z materiałów, które wtedy nagraliśmy razem ze śp.Olympusem
To jest ostatni film, w którym śp.Olympus brał udział.
Oczywiście, moim celem było zrobienie tego materiału z lekkim humorem, bo tak naprawdę to co pozostało. Czasu już nie cofnę i nie powiem, że nie szkoda mi tego aparatu, bo szkoda. No, ale wychodzę z założenia, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Gdy myślę o tym teraz, tak na spokojnie o tamtych chwilach, to szczerze Wam powiem, że w tamtym momencie, nie powinienem nawet brać tego aparatu do ręki. Z prostej przyczyny, byłem tak zmęczony, że nawet nie pomyślałem o tym, żeby porządnie ten aparat zabezpieczyć przed upadkiem. Po prostu, postawiłem go na tak małej powierzchni, że podczas rozkładania dachu, uderzenie spowodowało drganie naczepy i aparat spadł na podłogę z wys.ok.1,7m. Oczywiście, będę dalej nagrywał filmy i robił zdjęcia, ale dopiero od następnej trasy. W tej trasie nie mam czym tego robić, bo mam przy sobie tylko ten jeden zepsuty aparat.
Oczywiście, będą kolejne odcinki " Życia w trasie " z materiałów, które nagrałem do tej pory.
Na początku posta pisałem, że właśnie uruchomiłem internet. Dokładnie tak jest, ponieważ jak wiecie we Francji jeszcze nie mam internetu, a właśnie ostatnie pięć dni byłem tam. Teraz jestem w Niemczech siedemdziesiąt kilometrów od Monachium. W poniedziałek rozładunek i z tego co już wiem, mam kolejny ładunek na Francję. Więc teraz robię kolację i odpoczywam intensywnie, bo od poniedziałku znów się zacznie wyścig z czasem i szukanie wolnych miejsc na parkingu późno wieczorem, czyli " Życie w trasie " ciąg dalszy...