Jestem drugi dzień w domu.Szczerze powiem,że nawet nie zdążyłem się przełączyć na tryb"Dom",a już dostałem ładunek.Ale spokojnie,w trasę wyjeżdżam dopiero w poniedziałek nad ranem,więc cały czas zostaję na trybie "Trasa - czuwanie".Dlaczego nie przełączę się całkowicie na tryb"Dom",a to dlatego,że możemy sobie planować kolejne dni,a życie i tak ma swój plan.Transport, - tutaj lepiej nic nie planować dłużej niż dwadzieścia cztery godziny,a może i mniej.O co chodzi ?Już mówię.Dzisiaj rano pojechałem na bazę rozliczyć się z ostatniej trasy i porozmawiać na temat naprawy mojej uszkodzonej paleciary.Sprawy nabrały takiego obrotu,że trudno było by mi przewidzieć wcześniej taki scenariusz.Na bazie w trakcie rozmowy okazało się ,że jest ładunek i dobrze by było,gdybym go wziął i w poniedziałek z nim pojechał.Moja odpowiedź brzmiała - W porządku i już wiadomo,że w najbliższy poniedziałek jadę w kolejną trasę,która ma trwać około dwa tygodnie,ale wszystko i tak okaże się "w praniu".Ale co z paleciarą.Decyzja - jadę z taką jaka jest,po powrocie będzie naprawiana bądź wymieniana na nową.Turbo,tak turbo dobrze czytacie,ale co z nim,wiadomo że jest.Oczywiście,że jest i powinno być suche,a moje turbo jest w 60% mokre.Mówię tutaj o tym,że coś jest nie tak,silnik chodzi normalnie,siła w normie,jednak turbo jest mokre.Mechanik obejrzał je dokładnie i stwierdził.Jutro wymiana uszczelki,dokładnie nie wiem w którym miejscu,ale jutro rano o godzinie ósmej,na warsztacie zjawi się mechanik i tą uszczelkę wymieni i powinno być w porządku.Ale jak to w transporcie,dopiero się okaże czy będzie w porządku czy nie.Na dzień dzisiejszy wiem tyle,że jutro 11.05.2012 na godzinę szesnastą mam być w Bielsku Białej na załadunku.
Kolejne odcinki "Życie w trasie"cz.16 i 17
Przesłałem kolejne dwa odcinki "Życie w trasie"na kanał You Tube.Część 16 i 17.Odcinki,które przygotowałem przed ostatnią trasą,czyli ponad trzy tygodnie temu,ale nie udało mi się ich umieścić w serwisie.Z różnych przyczyn.Mamy już miesiąc Maj,niektóre dni są bardzo ciepłe i przypominają już lato,a w części szesnastej jest kilka scen z udziałem białego puchu.Materiał nagrany jeszcze "Olympusem",uważam,że są to dobre odcinki pokazujące moją pracę i "Życie w trasie",i szkoda byłoby tego materiału Wam nie pokazać.Z powodu szybkiego wyjazdu w trasę,nie mam czasu na złożenie odcinków z ostatniej trasy i aby nie zrobić zbyt długiej przerwy z publikacją następnych części "Życie w trasie"te dwa odcinki idealnie wypełnią tę lukę czasową.Będąc w trasie przygotuję następne odcinki i prześlę ja na kanał YT po powrocie.Oczywiście część 16 i 17 nie są przypadkowymi częściami zrobionymi na szybko "byle by tylko były"tak jak pisałem wcześniej,są przemyślane i materiał w nich zawarty moim zdaniem jest bardzo interesujący.Oczywiście do Was należą osądy i komentarze na temat tych części"Życie w trasie".
"Życie w trasie cz.16"
"Życie w trasie cz.17"
Kierowca bez doświadczenia
Strona "Kierowca bez doświadczenia",która nie posiada jeszcze ani jednego posta,żyję swoim życiem,dzięki WAM !!!.Bardzo dobrze !!! Nie napisałem jeszcze nic,ponieważ nie miałem czasu,a jak przeczytaliście wyżej,w najbliższych dniach tego czasu raczej mieć nie będę.W jednym z postów Paweł napisał"Czy tutaj można zadawać pytania, czy tylko będziesz tu pisał odpowiedzi?"Z braku czasu nie zdążyłem napisać odpowiedzi na ten post,za to Wy ją napisaliście za mnie.Bardzo dobrze !Uważam,że fajną sprawą jest to,że odpowiadacie na pytania kolegów,dzielicie się ze sobą wiedzą i doświadczeniami z różnych tematów.Myślę,że taka forma tej strona jest bardzo dobra.Chciałbym i zachęcam Was do tego,aby taka forma pozostała.Ja będę pisał pasty z odpowiedziami na pytania,które dostaję,a Wy w komentarzach zadawajcie pytania,osoby które uważają że znają odpowiedzi,mają wiedzę i doświadczenie dotyczące danego pytania,również w formie komentarza niech piszą,tak jak dzieje się do tej pory.Osobiście czytam wszystkie Wasze pytania i odpowiedzi i dzięki Wam również zdobywam nową wiedzę i doświadczenie.Trzymajcie tak dalej !!!
Zmiany na blogu - o co chodzi,na pierwszy rzut oka wszystko takie same,jak było.Jakie zmiany,dlaczego,coś się stało ? Moje podejście do życia jest takie.Jeżeli coś działa dobrze,to po co to zmieniać,zmieniam to co działa źle,lub coś działa dobrze ale jest potrzeba zmiany.Wychodzę z założenia,że życie samo pokaże co trzeba zmienić,a czego nie zmieniac.Oczywiście na wszelkie zmiany jestem otwarty i przygotowany.Jeżeli jest taka potrzeba to zmieniam to co zmienic trzeba.
Moim zdaniem,właśnie nadeszła taka potrzeba zmiany.
Dostaję od Was "maile"z różnymi pytaniami i bardzo dobrze,że piszecie bo "Kto pyta,nie błądzi" pytania są różne.Jest jednak dużo pytań od nowych kierowców,tzn.takich,którzy właśnie są w trakcie robienia prawa jazdy kat.C,C+E,KW lub kierowców,którzy mają już wszystkie uprawnienia konieczne do podjęcia pracy w tym zawodzie.Pytania,które są bardzo podobne,dotyczą szukania pracy "kierowca C+E - bez doświadczenia",pytania - co należy zabrać w pierwszą trasę.Pytania o nawigację czy mapy.Opłaty za autostrady itd.
Jeżeli chodzi o odpowiedzi na te jak i inne pytania,to staram się na nie odpowiadać.Powiem szczerze,że nie jest mi łatwo nadążyć z wszystkim.Pisanie postów,składanie,wypalanie i przesyłanie filmów,pisanie odpowiedzi na pytania,które dostaję pocztą elektroniczną czy odpowiedzi na pytania zadawane w komentarzach na You Tube.Do tego wszystkiego przecież jestem w pracy i w pierwszej kolejności muszę wykonywać swoje obowiązki,dostarczać ładunki,spać i poświęcić trochę czasu rodzinie,która jest w Polsce i też odczuwa brak mojej osoby w domu.
Nie piszę tego po to by się użalać nad sobą,jaki to ja jestem zapracowany.Nie po to ? To po co to piszę ?No właśnie,już odpowiadam.
Gdy czytam pytania od osoby,która mi je zadała,staram się wczuć w sytuację tej osoby i zdaję sobie sprawę,że jeżeli ktoś poświęcił czas na napisanie maila z pytaniami do mnie,to nie po to by wysłać sobie wiadomość i na tym koniec.Tylko po to,że wysyłając maila z pytaniami,czeka na odpowiedź.Moim zdaniem logiczne i nic w tym dziwnego,że na nią czeka.Jednak nie zawsze mam czas na napisanie odpowiedzi,nie zawsze mam internet,by te maile czytać na bierząco i na bierząco na nie odpowiadać.
Czasami jest tak,że jak odbieram pocztę,to tych pytań jest tak dużo,że nie mam pojęcia na które odpowiedzieć w pierwszej kolejności,a na które później.Wszystkie pytania są dla mnie ważne.Cześć pytań się powtarza i kolejny raz muszę pisać to samo.Rozumiecie o co mi chodzi.?
Jeżeli ktoś z Was,wysłał mi maila z pytaniem,a nie otrzymał odpowiedzi,to nie dlatego,że jego pytanie zignorowałem i uznałem,że jest mało ważne i nie nadaje się do napisani odpowiedzi,tylko dlatego,że po prostu nie mam czasu,a gdy wracam do tego pytania po jakimś czasie,okazuje się,że na odpowiedź czekają kolejne pytania i tak wszystko się zbiera,zbiera i zbiera.
Postanowiłem znaleźć na to rozwiązanie.Jeżeli chodzi o pytania od "kierowców bez doświadczenia"na blogu pojawi się strona,na której będę pisał na tematy,które sa zawarte w pytaniach.W głównym "Menu" wystarczy kliknąć na link "Kierowca bez doświadczenia",by zostać przeniesionym właśnie na tą stronę.
Tam w formie postów,będę odpowiadał na powtarzające się pytania,i każdy nowy kierowca będzie mógł je przeczytać.
Będę pisał o tym jak ja rozwiązałem wiele problemów,oczywiście nie każdy,kto będzie czytał,musi się ze mną zgadzać w stu procentach.Mam nadzieję,że wielu nowym kierowcom moje wskazówki i porady pomogą,ale to Wy będziecie decydować co zrobić z danym problemem i jak go rozwiącać.
Więc to jest pierwsza zmian,w głównym "Menu"dochodzi kolejna strona o nazwie "Kierowca bez doświadczenia".Myślę,że gdy napiszę kilka postów z odpowiedziami,to wtedy będę miał więcej czasu na zajęcie się innymi sprawami.
Kolejna zmiana - Znika mapa Google
Zniknęła mapa Google z moją pozycją.Dlaczego ?Odpowiedź jest bardzo prosta.Zależy mi,aby moja pozycja była jak najdokładniejsza i aktualizowana na bierząco.Aktualizacja na mapie Google jest możliwa tylko wtedy,gdy mam dostęp do internetu.W PL i Niemczech nie mam z tym problemu,ale we Francji,nie mam internetu i wtedy moja pozycja na mapie jest nieaktualizowana kilka dni.Jak pisałem wcześniej co działa dobrze zostaje,a co działa moim zdaniem źle zmieniam to.Moją pozycję na bierząco możecie sprawdzać na stronie http://gdziejestem.pl/user/kdtruck tam moja pozycja jest aktualizowana na bierząco,również wtedy gdy znajduję się w krajach,gdzie nie mam internetu (Luxembourg,Belgia,Czechy)a w których też czasami bywam.Robię to za pomocą telefonu komórkowego i internet bezprzewodowy nie jest mi do tego potrzebny.Aktualizacja odbywa się max.co kilka godzin,a napweno zawsze jest robiona,gdy stoję w danym miejscu dłużej (załadunek,rozładunek,pauzy)
Najszybszym sposobem,aby sprawdzić moją pozycję jest kliknięcie w link w "Menu"głównym.które znajduje się po lewej stronie "Tutaj teraz jestem".Gdy znajdę rozwiązanie dotyczące aktualizacji na mapie Google,wtedy mapa powróci na bloga.
Tyle nowych informacji na temat bloga.Jutro ładuję się do Polski.W domu będę prawdopodobnie w czwartek wieczorem.Wiem,że moja żona i córka nie mogą się doczekać mojego powrotu,bo trasa w sumie będzie trwać trzy i pól tygodnia.Ja również bardzo się cieszę,że wracam do domu,do rodziny.Na pewno będą chcieli,abym im poświęcił jak najwięcej czasu i jak najmniej siedział przy komputerze.Ja jednak zawsze staram się szukać kompromisu i myślę,że będąc w domu,znajdę czas dla rodziny i na odpowiedzi na pytania,nowe posty i nowe odcinki "Życie w trasie".
Był poniedziałek,ostatni dzień kwietnia.Stałem na parkingu pod spedycją DSV,gdzie rano zrzuciłem ładunek,którym był papier toaletowy,trzydzieści trzy palety.Od samego rana świeciło słońce,dzień zapowiadał się dobrze,ale nie przypuszczałem,że aż tak dobrze.Po rozładunku oczekiwałem na nowy ładunek,który miał być do Francji.Godziny mijały,a w telefonie cisza.
- Jutro Pierwszy Maja,zakaz jazdy w Niemczech i we Francji,jak nie dostanę ładunku to będę stał tutaj do środy. - takie myśli zaczęły przychodzić mi do głowy.
Nie był to plan,który mi się podobał.Byłem nastawiony,że załaduję się i cały dzień będę jechał i ujadę jak najwięcej kilometrów,aby zacząć robić pauzę we Francji i tam przeczekać święto Pierwszy Maja.
Minęła godzina siedemnasta,gdy zadzwonił telefon.Rozmowa z szefem i już wiem co robię dalej.
- Jedź w kierunku Augsburga,zaraz dostaniesz adres - usłyszałem w telefonie.
- Dobrze,już ruszam,a do której tam ładują - spytałem.
- Wszystko jest uzgodnione,będą czekać na ciebie,aż przyjedziesz - usłyszałem w odpowiedzi.
- Pasuje,jak będą czekać to dobrze.- pomyślałem.
Odpaliłem silnik i zacząłem się zbierać na załadunek.Przejazd trochę ponad sto kilometrów.Trochę landówki,później autostrada.Na autostradzie ruch,jakaś stłuczka i już stoję w korku.Na radiu słyszę,że korek ponad dwa kilometry.
- Ładnie,czekają na mnie,a ja stoję w korku i nic nie mogę zrobić. - pomyślałem.
Jechałem powoli i po około trzydziestu minutach wyjechałem z tego korka.
Straciłem cenne trzydzieści minut,a odległość do celu zmalała zaledwie o dwa kilometry.
Później wskoczyłem na landówkę,którą przejechałem przez Augsburg i już byłem w mieście Konigsbrunn.
- Jeszcze tylko znaleźć firmę i prawie wszystko gra.- pomyślałem
Napisałem,że prawie wszystko,bo za dwie godziny z paroma minutami,kończył mi się czas pracy i to w dodatku przedłużony.Ale po kolei. Gdy podjechałem pod firmę była godzina dziewiętnasta trzydzieści,późno jak na załadunek zwłaszcza,że z powodu rozładunku dzień zacząłem wcześniej,o godzinie szóstej czterdzieści.Kierowca może pracować trzynaście godzin na dobę,lecz może trzy razy w tygodniu przedłużyć do piętnastu godzin.Więc przedłużamy i liczymy.Wychodzi,że o godzinie dwudziestej pierwszej czterdzieści muszę zakończyć dzień na tacho i zacząc robić pauzę,w tym wypadku nie była to zwykła pauza dziewiątka,czy jedenastka,ale ponad dwadzieścia cztery godziny,bo od północy do godziny dwudziestej drugiej następnego dnia,obowiązywał zakaz jazdy dla samochodów powyżej trzy i pół tony z powodu święta Pierwszego Maja.Według uzgodnień na terenie firmy,powinni czekać na mnie trzej pracownicy,a co ja widzę.Zamkniętą bramę i ani żywego ducha.
- Ładnie wszystko uzgodnili - pomyślałem.
Gdy tak stałem przed tą bramą,patrzyłem na firmę i zastanawiałem się co dalej,z budynku wyszedł jakiś mężczyzna.Zobaczył mnie i podszedł pod bramę.
- Przyjechałem się załadować - powiedziałem do niego.
- Ok.- odpowiedział - i otworzył bramę bym mógł wjechać.
Wjechałem na teren firmy,on zamknął za mną bramę i podszedł do mnie.Siedziałem w kabinie,miałem opuszczoną szybę i przez otwarte okno zacząłem z nim rozmawiać.
- Kiedy Cię mają załadować - zapytał.
- Dzisiaj,teraz - dodałem.
- Dzisiaj,to raczej nie,bo nikogo nie ma,jutro święto,najszybciej pojutrze - odpowiedział z uśmiechem na twarzy.
Okazało się,że ten człowiek jest kierowcą w tej firmie.I był bardzo zdziwiony,że chcę się ładować o tej porze.
- W takim razie,muszę zadzwonić do mojego szefa - odpowiedziałem.
Kiwnął głową na znak,że zrozumiał i cierpliwie czekał,aż skończę rozmawiać przez telefon.
- Zaraz przyjedzie jakiś pracownik i będzie mnie ładował - powiedziałem do niego.
- Dobrze - odpowiedział - i poszedł w kierunku drzwi z których wcześniej wyszedł.
Było to pomieszczenie socjalne dla pracowników,w którym znajdowała się kuchnia,łazienka z prysznicem i pomieszczenie z telewizorem,gdzie pracownicy jadali posiłki.
Wjechałem dalej na teren firmy i czekałem na tego pracownika,który miał mnie ładować.Nie miałem pojęcia co będę wiózł i gdzie będę miał się podstawić.Rozglądałem się dookoła za jakąś rampą,ale nigdzie jej nie widziałem.
- Ciekawe co i gdzie będę ładował - myślałem,patrząc jak ucieka mi czas.
Dochodziła godzina dwudziesta,gdy na teren firmy przyjechał pracownik.Podszedł do mnie,przywitał się,powiedział jak mam się ustawić i poprosił,abym rozebrał lewy bok naczepy.
Jak się później okazało,bardzo fajny i miły gość (zdj.pierwsze od góry)
Na naczepie miałem trzydzieści trzy palety.
- Zdjąć je,czy mogą zostać - spytałem.
- Mogą zostać - odpowiedział.
I zaczął się załadunek.Najpierw przywoził z magazynu na plac palety załadowane jakimiś skrzyniami na kółkach,potem przyjechało coś co wyglądało jak oświetlenie jakiejś sceny.
- Co to jest ? - zastanawiałem się - i zacząłem się dokładniej przyglądać.
Faktycznie,były to elementy dużej sceny,poskładane na paletach i przygotowane do transportu.
Kolega ze zdjęcia ładował palety na naczepę,a ja zapinałem po kolei wszystko pasami.
Wszystko szło dobrze,powoli naczepa zaczęła się zapełniać,ale ja miałem jeszcze jeden problem do rozwiązania.Kończył mi się czas pracy,została niecała godzina i widząc w jakim tępie idzie załadunek,byłem pewny dwóch scenariuszy,lecz nie wiedziałem,który z nich nastapi.Scenariusz pierwsza to taki.Podczas załadunku skończy mi się czas pracy i nie ruszę się z miejsca,a drugi to zdążę się załadować,wyjadę z firmy i w trakcie dojazdu na parking mój czas pracy się skończy i wtedy będzie źle.
Dwa scenariusze i dwa nieciekawe.Dodatkowo, gdybym wyjechał z firmy to nie mogę stanąć byle gdzie na poboczu,na małej zatoczce,bo pamiętacie,że następny dzień to święto Pierwszego Maja.W takim przypadku,trzeba znaleźć parking z prawdziwego zdarzenia,a nie byle zatoczkę na dziewięć godzin.Poszedłem do kabiny sprawdzić,która jest godzina.Dochodziła dziewiąta.Do końca czasu pracy zostało niecałe czterdzieści pięć minut.W tym momencie wiedziałem,że nie zdążę się załadować i że czas pracy skończy się właśnie tutaj,na terenie tej firmy.Szczerze mówiąc,pasowało mi to,bo jadąc w tą stronę,rozglądałem się za parkingiem,ale żadnego nie widziałem.Landówka,którą tutaj przyjechałem,prowadziła przez tereny zabudowane i przez bardzo duży Augsburg,więc można było zapomnieć o tym,że znajduje się tutaj jakiś parking przygotowany dla samochodów ciężarowych.Najbliższy parking,był na autostradzie,nawet nie sprawdzałem jak daleko,bo wiedziałem,że o tej porze ciężko będzie znaleźć miejsce zwłaszcza,że jutro zakaz jazdy i każdy kierowca będzie chciał stać na dobrym parkingu.Najlepszym rozwiązaniem było iść i porozmawiać z kolegą,który mnie ładował.
Przedstawiłem mu całą sytuację,powiedziałem,że najlepiej byłoby gdybym mógł zostać tutaj do jutra do godziny dwudziestej drugiej.On popatrzył na mnie,wysłuchał dokładnie i powiedział.
- Niema problemu,możesz tutaj zostać do jutra.
- Super - odpowiedziałem - jest jeszcze jeden problem - powiedziałem.
- Jaki ? - zapytał.
- O godzinie dwudziestej drugiej,musi ktoś przyjść i otworzyć bramę,bo jest zamknięta na klucz - powiedziałem.
- Nie ma problemu - powiedział.
Uff,odetchnąłem z ulgą.
- Sprawa czasu pracy i parkingu rozwiązana,poza tym mogę spać spokojnie,tutaj moim kotłom nic nie grozi - pomyślałem.
- W takim razie,nie trzeba się spieszyć z załadunkiem - powiedziałem do niego.
- Super - odpowiedział.
Poszedłem do kabiny zakończyć dzień na tachu.Przez szybę widziałem,jak kolega który mnie ładuje,rozmawia dosyć długo przez telefon,tłumaczy coś wymachując przy tym rekami.
- Ciekawe o co chodzi,mam nadzieję,że nie o moją pauzę do jutra,na terenie firmy.
Poczekałem aż skończy po czym zapytałem się.
- Jest jakiś problem.
- Na dzisiaj koniec,jutro o godzinie jedenastej,może dwunastej będziemy w trzech i zaczniemy od początku.
- Dobrze,ale dlaczego od początku - zapytałem.
- Ponieważ wszystko się nie zmieści,musimy to inaczej zapakować na palety i inaczej załadować. - odpowiedział.
-Okej.czyli kończymy jutro - powiedziałem.
- Tak,jutro - usłyszałem w odpowiedzi.
- W takim razie,zaciągnę plandekę i czekam do jutra.- powiedziałem.
Pożegnaliśmy się,poszedłem do kabiny a kolega poszedł w stronę pomieszczenia socjalnego.
Na drugi dzień,czyli Pierwszego Maja,wszyscy trzej zjawili się o godzinie dziesiątej.Miałem jeszcze firanki pozaciągane,gdy usłyszałem rozmowę na placu.Uchyliłem trochę jedną firankę i zobaczyłem dwóch młodych chłopaków jak stoją trzymając kubki z kawą w rękach i rozmawiają ze sobą,śmiejąc się przy tym co jakiś czas.
- Nic,trzeba się zbierać i brać się za robotę - pomyślałem.
Wyszedłem z kabiny,przywitałem się z nimi i poszedłem przygotować naczepę do załadunku.
Załadunek poszedł bardzo sprawnie,wprawdzie trwał prawie pięc godzin,ale ten czas zleciał tak szybko,że nawet nie wiedziałem kiedy.Chłopaki przywozili wózkami palety,pomagali mi zapinać pasy.Potem sześc ciężkich betonowych podstaw,jakieś konstrukcje stalowe luzem,bez palet,aż cała naczepa wypełniła się po brzegi dwudziestoma dwoma tonami części sceny,którą miałem zawieść tysiąc dwieście kilometrów dalej,do południowej Francji.Przy załadunku słuchaliśmy ciężkiego rocka,którego dźwięki wydobywały się z jednego z wózków widłowych.Z drugiego wózka dochodziły głośne bity,połączenia rasowego techno z mocnym basem.Słuchałem muzyki,rozmawiałem z nimi,zapinałem pas za pasem,aż usłyszałem.
- To już wszystko,koniec załadunku,wszystko jest ok.
- Super,jeszcze tylko papiery i wszystko gra.- powiedziałem
- Dobrze,papiery są gotowe -usłyszałem w odpowiedzi.
- Tam jest kuchnia i prysznic jak chcesz możesz skorzystać - usłyszałem.
- Tak,wezmę prysznic - powiedziałem i podziękowałem.
Chłopaki poszli na magazyn,a ja schowałem palety do paleciary,pozapinałem plandeki i poszedłem do kabiny.
Po krótkiej chwili,przyszedł do mnie ten chłopak z pierwszego zdjęcia i przyniósł mi wszystkie potrzebne papiery.Piszę tak,bo powiem szczerze nie zapamiętałem jego imienia,a gdy rozmawialiśmy u mnie w kabinie nie przyszło mi do głowy,żeby zapytać.Przeważnie jedzie się na załadunek,ładuje się,nikt nikogo nie pyta o imię i jedzie się dalej.W tym przypadku,było inaczej.Gdy się poznaliśmy,przedstawiliśmy się sobie po imieniu,ale niestety nie zapamiętałem jego imienia.Przykro mi i gdyby czytał ten post to przepraszam go za to.Piszę,że gdyby czytał ponieważ podczas rozmowy powiedziałem mu ,że prowadzę bloga,nagrywam filmy i pokazuję je na YT.Mówiłem mu o tym,gdy pytałem czy film,który nagrałem podczas załadunku i zdjęcia na których oni są pokazani mogę wrzucić do sieci na YT i Blog.Zgodził się bez problemu,poprosił abym zapisał mu adresy stron i powiedział,że będzie chciał zobaczyć te zdjęcia i film,gdy będą już dostępne.Gdy tak rozmawialiśmy powiedział,
- Zaraz przyjdę
- Dobrze.- odpowiedziałem.
Po krótkiej chwili wrócił,lecz nie wchodził już do kabiny.Podał mi kubek z napisem AC/DC i powiedział.
- To dla Ciebie.
Zdziwionym głosem powiedziałem
- Dla mnie,dziękuję,bardzo fajny kubek - powiedziałem zadowolony.
- To nie wszystko,jeszcze to - powiedział i podał mi trzy piwa w butelce.
- Dziękuję,bardzo dziękuję - powiedziałem i dodałem.
- Dzisiaj nie mogę wypić,bo wieczorem jadę,ale bardzo lubię piwo i napweno wypiję je później - dodałem.
- Okej,rozumiem,wszystko gra.- odpowiedział.
Wyszedłem z kabiny,aby się pożegnać,jeszcze raz podziękowałem za wspaniały załadunek,za kubek,za piwo.Pożegnaliśmy się i podaliśmy sobie ręce na do widzenia
O godzinie dwudziestej drugiej ruszyłem w stronę Marsylii.
Na tym zakończę pierwszą część.
Marsylia,to jedno z tych miejsc za którym będę tęsknił.Trasa,którą zakończę jutro rozładunkiem w mieście Gersthofen w Niemczech dobiegnie końca.Wspaniałe widoki,piękna pogoda,kąpiel w zatoce Liońskiej zwaną Lwią Zatoką (fr.Golfe du Lion) będącej częścią Morza Śródziemnego.I co tu więcej pisać,tam po prostu trzeba być,aby poczuć tamten klimat,dotknąć skał,które znajdują się praktycznie wszędzie,posmakować bardzo słonej wody.Poczuć bardzo przyjemny wiatr na sobie,stanąć twarzą w twarz z tym pięknym kawałkiem ziemi i przez chwile poczuć się całkowicie "wolnym"człowiekiem.Bez obowiązków,pośpiechu,problemów i życiowych stresów.Miejsce,które działa jak narkotyk,gdy już raz spróbujemy co nam oferuje,chcemy wracać tam i mieć to cały czas.Miałem to szczęście,że po rozładunku,musiałem kręcić pauzę dobową i kolejny ładunek miałem na następny dzień.Oczywiście nie miałem zamiaru zaprzepaścić tej okazji,by udać się nad brzeg zatoki,która była oddalona o ok.3km od parkingu,który znajdował się przy autostradzie A50,na którym to stałem razem z moim wiernym kompanem od przygód czerwonym Manem.(Mam pewien pomysł,aby nadać mu imię,ale o tym w innym poście).Ale jak to wszystko się zaczęło,o co chodzi i dlaczego do Marsylii ?Teraz zapraszam na krótki film,który złożyłem wczoraj i pomimo wolnego przesyłu,udało mi się go umieścić na moim kanale YT.Całą podróż,załadunek,pobyt w Marsylii i powrót,opiszę i pokażę na filmach w kolejnych postach.Uważam,że warto się na chwile zatrzymać na Marsylii i tą trasę oraz wszystko co się wydarzyło pokazać i opisać.
Po południu napiszę pierwszą część czyli "Załadunek w Niemczech"na którym,poznałem wspaniałych chłopaków,rockmenów z krwi i kości,z którymi załadunek to czysta przyjemność.Na pożegnanie dostałem mały prezent.Drobny gest,ale bardzo miły.Zrobiłem zdjęcia i pokażę film,który za ich zgodą nagrałem i umieściłem na YT.
Weekend dobiega końca,jutro rano o szóstej trzydzieści ruszam na rozładunek.Do celu mam niecałe sto kilometrów.Później czekam na ładunek do Francji.We wtorek święto Pierwszy Maja.W Niemczech mogę jechać do północy,a we Francji do godziny dwudziestej drugiej.Nie wiem gdzie jutro będę o godzinie dwudziestej drugiej,czy jeszcze w Niemczech czy już we Francji,wszystko zależy od tego,o której dostanę ładunek i się załaduję.Ale to w tej pracy mi odpowiada.Nie wiem gdzie,o której i kiedy pojadę.Nie wiem kiedy skończę trasę,czy w domu będę za siedem dni,dziesięć a może,czternaście.Z jednej strony,ktoś może uważać,że to jest minus tej pracy,że jest tyle niewiadomych.Ale jeżeli ktoś decyduje się na pracę kierowcy i do tego w międzynarodówce,to musi być na to przygotowany,że tak będzie.Oczywiście są firmy,które plan pracy mają dokładniej ułożony,czyli jedziesz na unie i za dwa lub trzy tygodnie wracasz tak jak byłeś umówiony.W mojej firmie jest inaczej.Jadę na unię i nie wiem czy będę dwa czy trzy tygodnie,a nawet mogę być cztery tygodnie,wszystko zależy jak układają się ładunki.Jestem przygotowany do takiego obrotu sprawy i odpowiada mi taki układ.W domu z żoną wspólnie uzgodniliśmy,że w takim systemie będę pracował i wszystko jest w porządku.Takie weekendy jak ten dużo nam dają,bo mam sporo czasu na kontakt z rodziną poprzez Skype.Nigdzie nie muszę się śpieszyć,stoję w miejscu więc internet mi się nie traci,a że staram się stać weekendy na bezpiecznych parkingach przy stacjach benzynowych to zasięg internetu i siła odbioru jest przeważnie na dobrym poziomie.Powiem szczerze,że kontakt kilku godzinny przez internet za pomocą Skype,bardzo ułatwia walkę z tęsknotą,za żoną i córką.Widzieć ich i słyszeć ich głosy to coś wspaniałego.Mogę z "pełnymi akumulatorami"jutro zaczynać nowy tydzień i jechać robić kolejną Francję.
Ale co oprócz rozmów z rodziną robiłem tego weekendu ? Wczoraj było bardzo gorąco i powoli w kabinie ciężko było wysiedzieć.Najpierw postanowiłem,że pójdę pochodzić po parkingu,siądę na jakiejś ławce w cieniu i tak będę walczył z upałem.Ale gdy wyszedłem na zewnątrz,zobaczyłem dróżkę,która biegła gdzieś w górę za parking,a że obok znajdują się wspaniałe góry,postanowiłem zrobić sobie wycieczkę górską,bo już nie pamiętam jak to jest chodzić po górach.Gdy byłem w szkole podstawowej,miałem to szczęście,że mój wychowawca miał wszystkie szlaki górskie w polskich górach opanowane do perfekcji i zabierał nas bardzo często na rajdy górskie,gdzie przy akompaniamęcie gitary chodziliśmy po górach od schroniska do schroniska.
Popatrzyłem na góry,które są tutaj i powiedziałem.
- No to dajesz Krzychu,tak jak kiedyś,idziemy w góry zdobyć jakiś szczyt.
I poszedłem.Co tu więcej pisać.Zrobiłem film i sami zobaczcie jak można sobie czas zorganizować na weekendzie czterdziestopięcio godzinnym.
Po takim spacerze to apetyt lepszy,zdrowie lepsze i śpi się lepiej.Na pewno nie była to moja ostatnia wyprawa.Jak tylko będę miał okazję to będę robił tutaj na Unii takie wyprawy i pokazywał je na YT.
Teraz góry innym razem może to być ocean,nigdy nie wiadomo i to właśnie jest piękne tej pracy.
Piątek,czyli wczoraj układał się tak,że powoli traciłem nadzieję na dostanie ładunku.Zbliżała się godzina dwunasta w południe gdy zadzwonił telefon.Krótka rozmowa z szefem i już znam swoją przyszłość na następne siedem dni.No może nie całą,nie tak dosłownie,ale na pewno wiem co mniej więcej będę robił.Na pewno jeszcze jeden tydzień w trasie i na pewno jeszcze jedna Francja do zrobienia.A co wydarzyło się po odłożeniu telefonu na swoje miejsce?Palę silnik i jadę na załadunek.Tym razem to taki taktyczny ruch,aby mnie przeżucić w rejon Monachium.Stałem w mieście Worms oddalonym od Monachium o około czterysta dwadzieścia kilometrów.Z miejsca gdzie stałem,do miejsca załadunku dzieliła mnie odległość około czterdziestu kilometrów.Trochę autostradą i resztę landówką.Dojazd bez problemowy.Zgłosiłem się w biurze spedycji,podałem numer załadunku i poszedłem do swojej ciężarówki czekać na swoją kolej załadunku.Po niecałych trzydziestu minutach przyszedł po mnie operator wózka widłowego i kazał za sobą jechać wskazując mi drogę,gdzie będę ładowany.Podjechałem pod duży magazyn,przygotowałem naczepę do załadunku,wózkowy wrzucił na naczepę paleciak i już wszystko wiedziałem co mam robić.Trzydzieści trzy palety papieru toaletowego o łącznej wadze prawie pięciu ton.Wózkowy przywoził po dwie palety i kładł je na brzegu naczepy,a ja szybko przewoziłem je na tył i układałem jedna obok drugiej.Po około trzydziestu minutach naczepa była już cała załadowana.Jeszcze zostało tylko wypakować trzydzieści palet na wymianę z paleciary,jeszcze raz odwiedzić biuro aby odebrać papiery i można było już ruszać w drogę.Trasa krótka,pisałem wcześniej,chodziło o to żebym nie jechał tych kilometrów na pusto.Tu w rejonie Monachium,szybciej dla mnie coś znajdą i będę mógł pędzić na Francję.Wystartowałem około godziny szesnastej.Przejazd w rejon Monachium to żadne wyzwanie,wskoczyłem na autostradę i jadę spokojnie rozglądając się dookoła i przypatrując się samochodom osobowym i osobom jadącym w środku.
- Ale ruch,weekend zaczynają,wracają z pracy,jadą do rodziny,pewnie chcieli by jechac szybciej.
Takie myśli chodziły mi po głowie,gdy patrzałem na te osobówki.
Ale niestety piątkowe popołudnie na autostradzie A-5 którą jechałem raczej na sto procent gwarantowało,że te osobówki wraz ze mną znajdę się w korku.Zresztą na autostradzie A-8,na którą się kierowałem,też można było spodziewać się korka.I wcale się nie pomyliłem.W rejonie Stuttgardu na przeciwległym pasie ruchu,korek sięgał ponad piętnastu kilometrów,Na szczęście na moim pasie tworzące się korki,szybko rozładowywały się.Jechałem spokojnie,miałem dobry czas,rozładunek dopiero na poniedziałem.Moim celem było podjechać jak najbliżej Monachium i zaszyć się gdzieś na parkingu by zacząć robić weekend.W cb-radiu,co jakiś czas słyszałem rozmowy innych kierowców informujących się wzajemnie o sytuacji na poszczególnych autostradach.Mnie te informacje nie dotyczyły bo miałem tylko jedną opcję,jazda autostradą A-8 jak najbliżej Monachium.Inni kierowcy zastanawiali się jaką wybrać opcję,aby ominąć korki.Już miałem wyłączyć cb-radio,bo przeszkadzało mi w słuchaniu muzyki,ale zmieniłem zdanie i tylko je przyciszyłem.Jechałem dalej,co jakiś czas musiałem zwalniać prawie do zera,ale jakoś zbytnio nie przejmowałem się tym,poprostu jechałem tak jak pozwalały mi na to warunki panujące na drodze.W pewnym momencie w cb-radiu niezbyt wyraźnie usłyszałem zdanie,
- Czy to ty jesteś tym kierowcą,który prowadzi bloga ?
Zacząłem wsłuchiwać się w głosniki radia,bo nie byłem pewny,jak brzmiało to zdanie i do kogo było adresowane.
- Czy to ty jesteś tym kierowcą.który prowadzi bloga? - padło to samo pytanie drugi raz.
Tym razem dokładnie zrozumiałem i odpowiedziałem.
- Tak prowadzę bloga.
Okazało się,że przedemną jedzie bus na polskich tablicach,a w środku kierowca,który wołał mnie przez radio.Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.Po kilku minutach zaproponowałem,że możemy się zatrzymać na parkingu,wypijemy po kawie,porozmawiamy a ja w tym czasie wykręcę pauzę czterdzieści pięć minut.Tak też zrobiliśmy.Po kilku kilometrach jazdy,zatrzymaliśmy się na parkingu,zaparkowaliśmy swoje auta poznaliśmy się osobiście.
- Krzysiek.
- Marek.
Powiedzieliśmy do siebie podając sobie ręce.
- Wskakuj do mnie - powiedziałem i zaprosiłem go do siebie.
Marek,poszedł tylko do swojego busa po kubek na kawę i po chwili siedzieliśmy u mnie,popijaliśmy kawę i rozmawialiśmy na różne tematy.Skończyliśmy kawę i przenieśliśmy się tym razem do busa.
SZWAGIER - taką ksywę ma Marek i taki nick używa na internecie,też nagrywa filmy ze swoich tras.Pokazał mi kilka z nich.Poprosiłem go,aby pokazał mi aparat którym nagrywa i opowiedział mi o nim.Spotkanie uważam za bardzo fajne i cieszę się,że nie wyłączyłem tego cb-radia i że SZWAGIER zawołał mnie przez nie.Spotkanie trwało grubo ponad godzinę i niestety musieliśmy się pożegnać,bo przecież każdy z nas miał ładunek na pace i do pokonania swoją trasę.
Oczywiście nagrałem część tego spotkania i będzieci mogli zobaczyć je w kolejnych częściach "Życie w trasie."Teraz złożyłem krótki film,abyście mogli poznać SZWAGRA bliżej,bo moim zdaniem jest bardzo ciekawym człowiekiem,kierowcą z pasją.Jeździ busem po całej europie i nagrywa swoje trasy.Ma również swój kanał na YouTube,gdzie możecie to wszystko zobaczyć.Polecam.Zobaczcie i oceńcie sami.Na końcu filmu podałem linki do jego stron.Na YT zrobiłem suba,bo jestem ciekawy co u niego będzie się działo.Na FB kliknąłem"Lubię to"aby być na bierząco,bo również robi wspaniałe zdjęcia i tam je umieszcza.Oczywiście zostaje stałym bywalcem na jego blogu i będę mu kibicował w jego podróżach po Europie.Wymieniliśmy się numerami telefonów i napewno będziemy w kontakcie.Uzgodniliśmy,że musimy się jeszcze spotkać,porozmawiać i powymieniać się doświadczeniami.Wiadomo,że w naszym przypadku nie jest to łatwe,będąc ciągle w trasie,bo przecierz nie my planujemy sobie trasy,tylko robią to inni,ale dla chcącego,nic trudnego.W dzisiejszych czasach,w dobie internetu,telefonów komórkowych i GPS wszystko jest możliwe.Do następnego SZWAGIER !
I to są te piękne chwile w "Życiu w trasie",które możemy przeżywać,będąc kierowcami.Sytuacje,o których nigdy byśmy nawet nie pomyśleli.Możliwość poznawania wspaniałych ludzi i zawieranie nowych znajomości dzięki temu,że "Żyjemy w trasie".
Czasami,ktoś mnie pyta - "I co podoba Ci się ta praca".
Ja odpowiadam - "Ja kocham tą pracę"
i wtedy widzę jak dziwnię się na mnie patrzy :)
Jakiś czas temu,dokładnie nie pamiętam kiedy to było,ale na pewno ponad dwa lata temu,wtedy to wraz z żoną prowadziłem knajpę,a dokładnie mówiąc był to typowy bar na osiedlu między blokami.Był to okres w moim życiu,gdy przez kilka lat nie jeździłem zawodowo,tylko sprawdzałem swoje siły jako prywatny przedsiębiorca czyli prowadziłem działalność gospodarczą.W związku z tym barem,przypomniała mi się zabawna historia,która lubi powraca do mnie jak bumerang i nie mogę się od niej uwolnić.
Pewnego dnia przyszedłem do baru i nie było to nic nadzwyczajnego,bo będąc właścicielem przebywałem tam bardzo często.Wchodząc do środka,przywitałem się z chłopakami,którzy stali zaraz przy wejściu i wszedłem dalej.Przy barze na hokerze siedział chłopak,którego bardzo dobrze znałem.Miał na imię tak jak ja - Krzysiek.Podałem mu rękę i mówię.
- Siema,co słychać ? - powiedziałem.
- W porzo - odpowiedział.
- To spoko - powiedziałem znów.
- Ale lipa też jest - usłyszałem z jego ust.
Stałem przed nim i patrzyłem na niego i dopiero po chwili zacząłem się lekko uśmiechać.
Rozbawił mnie nieźle,bo nigdy wcześniej nie słyszałem takiej odpowiedzi na pytanie - co słychać ?.Zawsze było albo w porzo albo lipa,a tu gdy ja już przyjąłem do wiadomości ,że jest w porzo on mi nagle mówi,że lipa też jest.
Jeszcze chwile obok niego postałem i bez słowa poszedłem na zaplecze powtarzając te słowa
"W porzo ale lipa też jest" Co za gość pomyślałem.Nie wypytywałem go dlaczego jest lipa,ale tak naprawdę w naszym życiu,rzadko jest wszystko w porządku,przeważnie są sprawy fajne czyli w "porządku" i sprawy niefajne,nieprzyjemne przez,które mamy mdłości i spać nie możemy czyli "lipa"
I właśnie u mnie sprawy mają taki obrót "Wszystko w porządku,ale lipa też jest"
Więc co się dzieje - już mówię,zacznę od początku.
Dzisiaj na moim kanale YouTube,zamieściłem film pt."Freightliner - Mercedes - Stuttgard"
Poprzedni post skończyłem tym,że jestem załadowany i znajduję się we Francji.Ten film nagrałem,gdy byłem na rozładunku w Mercedesie w Stuttgardzie zanim pojechałem się ładować na Francję.Trochę skaczę po temacie,ale miałem nadzieję,że go wyślę ze stacji Shella we Francji,gdzie spędzałem ostatni weekend.(pauza 45 h)niestety,złosliwość rzeczy martwych i filmu nie udało się wysłać.Więc zanim napiszę co wydarzyło się po weekendzie czyli od poniedziałku do dzisiaj,chciałem jeszcze pokazać kilka zdjęć,które moim zdaniem są tego warte.
Kilka zdjęć zanim dojechałem na weekend na Shella,których nie miałem możliwości wcześniej opublikować.
Fabryka Mercedesa w Stuttgardzie.Stanąłem przy krawężniku,aby zrobić pauzę 45 minut.Nikomu tu nie przeszkadzałem,zaraz z przodu jest brama wyjazdowa,na której oddaje się podbity dokument przez pracownika,który dokonywał rozładunku.W tym momencie,wracałem z parkingu obok na którym stały wszystkie ciężarówki,które pokazałem na zdjęciach.
Na tych zdjęciach jestem już załadowany.Na pace mam ponad dwadzieścia ton ładunku i przed sobą trasę ok.1300 km.Z tankowaniem w Luxembourgu.Miało być szybko i sprawnie,a było całkowicie odwrotnie.Piątkowe popołudnie,ludzie jadą z pracy,inni z rodziną na weekend i nic dziwnego że tworzyły się korki.Sto kilometrów jechałem przez dwie godziny,gdzie w normalnych warunkach,autostradą powinienem jechać godzinę i dziesięć minut.Więc z wielkiego planu dojechania do Luxa tankowania i przeskoku do Francji na noc,zostały tylko marzenia.Gdy zacząłem jechać po załadunku,miałem tylko cztery godziny jazdy i pauza.
Jadąc ze Stuttgardu do Francji przez Luxembourg najkrótsza droga,którą ja jeżdżę jest taka.Piszę,że zaczynam jechać z Stuttgardu.ponieważ załadunek miałem dwadzieścia kilometrów od Mercedesa,gdzie się rozładowywałem.Najpierw jazda autostradą A-8,potem przeskok na kawałek A-5 dosłownie półtora kilometra,wjazd na landówkę przez Karlsruhe by dostać się na autostradę A-65 na której właśnie są zrobione te dwa zdjęcia.Na zdjęciach góry przez które się przejeżdża landówką B-10,aby dostać się na autostradę A-8 w kierunku Luxembourga.Przejazd przez te góry pokazałem w trzynastym odcinku "Życie w trasie"bardzo piękny przejazd,szczególnie w taką pogodę.Chciałbym kiedyś w tych górach robić weekend,szczególnie latem.Może kiedyś wypadnie taka trasa.
Parking dzikus w Niemczech przy autostradzie A-8.Przejazd przez korki oraz przez góry z ładunkiem ponad dwudziestu ton skończył się niezbyt dobrym wynikiem jeżeli chodzi o przejechane kilometry.Niestety,czasami mam ambitny plan przejechania sporej odległości,a życie ma swój plan i wcale nie konsultuje go ze mną.Tak więc pauzę zacząłem ok.140 km przed Luxembourgiem.Na parkingu stało nas cztery ciężarówki.Zrobiłem pauzę dziewięć godzin i o drugiej trzydzieści ruszyłem dalej.Bez problemu dojechałem do Luxembourga,zatankowałem i spokojnie dojechałem na stację Shell we Francji gdzie zrobiłem pauzę tygodniową czterdzieści pięć godzin.Stacja znajduje się przy autostradzie A-10.
Stacja Shell we Francji pod Paryżem przy autostradzie A-10. Poniżej kranik z wodą i moje bańki,do których nabierałem wodę w poniedziałek rano tuż przed końcem pauzy i wyjazdem.W ciężarówce na co dzień używam dziesięciolitrowej banki z kranikiem,a w schowku pod łużkiem,trzymam zapas wody.Cztery bańki każda mieści pięc litrów wody.
Lipa też jest
Fajnie się pisze,że wszystko wychodzi,coś zaplanuję i realizuję plan.Ładunki dostarczone na czas,albo nawet przed czasem.Miód i malina,krótko mówiąc.No ale,prowadzenie bloga zobowiązuje,bynajmniej ja mam takie podejście.Jeżeli robię coś dobrze,piszę o tym,pokazuję na filmach i zdjęciach.No ale jeżeli coś nie wychodzi,albo coś spieprzę to co wtedy.Głowę w piasek jak struś i udawać,że sprawy nie ma,że nic się nie stało i znów robic ładne fotki i wrzucać na bloga.Założenie moje jest takie i było od samego początku.Pokazuję "Życie w trasie"takie jakie ono jest.Mówiłem już,bez ściemy.Te piękne chwile gdy jestem "The Best" i te złe chwile gdzie nie jestem "The Best".I właśnie nadeszła ta chwila,aby napisać jak dałem "ciała"czy jak ktoś woli "dałem plamę i to nie małą".Strasznie nie lubię dawać "ciała"czy "plamy"no ale stało się i muszę przełknąć "gorycz porażki"
- Właściwie to co się stało,że tak jedziesz po sobie.? - Pewnie pytacie w tym momęcie.
No dobra,lipa też jest i trzeba o niej napisać.
W poniedziałek,gdy wyjechałem z parkingu miałem do przejechania ok.500 km.Trasa łatwa,znana żaden problem z dojazdem.Jedyna rzecz,która mnie martwiła to rejon w który jechałem.Był to region - Brytania.Ten sam rejon,w którym "Son of a Bitch"opróżnił mi kotły.Jechałem dokładnie ok.150 km w lini prostej od tego miejsca.Miejscowość nazywa się Lamballa i leży na zachodzie Francji niedaleko miasta St.Malo.Gdy zjechałem z ostatniego kilometra autostrady na landówkę,która miała mnie doprowadzić do celu,w mojej głowie nieustannie kotłowały się myśli.
- Mam prawie pełne kotły,przecież jadę prosto z Luxa.
- Jeżeli dojadę do samej firmy,która co prawda leży w zonie "strefa przemysłowa"i firma będzie zamknięta to czy będzie tam jakieś bezpieczne miejsce na noc.?
- A jeżeli w tamtym rejonie,nie będzie bezpiecznego miejsca na noc,to zostanie mi włożyć zapałki w oczy i siedzieć do rana pilnując kotłów,bo drugi raz to ja już sobie nie dam ich opróżnic.
Jechałem zbliżałem się do celu i rozmyślałem o tym wszystkim coraz intensywnej.Była godzina lekko po siedemnastej.Ogólnie rozładunek miałem na wtorek rano,ale gdyby udało się zrzucić w poniedziałek wieczorem to było by super.
Jednak okazało się,że landówka którą jechałem jest całkiem niezła,pod względem parkingów na noc.Mijałem stacje z parkingami,gdzie stały ciężarówki i były jeszcze wolne miejsca.Kawałek dalej jakieś dziesięć kilometrów przed moim celem,był duży parking i dużo ciężarówek.Były również wolne miejsca.Ucieszyłem się i wyluzowałem.
- Będzie dobrze jak nie na zonie pod firmą to tu spędzę noc - mówiłem do siebie.
Dojechałem na miejsce.Wjechałem na zonę,szybko znalazłem firmę i wjechałem na jej teren.
Była godzina siedemnasta trzydzieści i wyglądało,że wszyscy tam jeszcze pracują.Na parkingu dla samochodów osobowych,zauważyłem dużo aut i stwierdziłem ,że pewnie są to auta pracowników.
- Lepiej być nie może,pracują więc się rozładuję i zawijam się na ten duży parking,który widziałem niedaleko stąd przy landówce.
I tu zaczęły się moje problemy,czyli moja lipa.
Na terenie firmy była tylko jedna rampa,nie wiem dlaczego,ale podjąłem decyzję że podjadę pod tą rampę i pójdę się rozpytać co i jak.
Ale podjazd pod rampę był na prawe lustro.No i dobrze jak na prawe to na prawe.
Najpierw musiałem podciągnąć trochę do przodu,czyli podjechać w kierunku tego parkingu dla osobówek,ale na samym początku wjazdu był znak "zakaz wjazdu pow.3,5 T"
Jak tu się cofa,jak tu jest zakaz.Zignorowałem go i wjechałem ze cztery metry za ten znak.
- Strasznie tu ciasno - mówiłem do siebie jak zacząłem się łamać.
Z tyłu za mną była ściana budynku,która zasłaniała mi podjazd pod rampę
Była tam jeszcze barierka i kontener na odpady papierowe,na który też musiałem uważać.
- Jak oni tu podjeżdżają,przecież tu nic nie widać - mówiłem do siebie cofając.
Spojrzałem przez lewe okno.
- o kurczę zaraz zachaczę o krawężnik.
Po mojej lewej stronie był wysoki krawężnik i odrazu skarpa.Zauważyłem ,że w tym miejscu skarpa jest ujeżdżona przez koła ciężarówek.
- Wygląda,jak by wszyscy tak cofali i jeździli po tej skarpie - powiedziałem do siebie.
Byłem za bardzo złamany,a nie mogłem podciągnąć do przodu,ani wcześniej się prostować,bo przeszkadzał mi ten krawężnik a zderzakiem prawie tarłem po tej skarpi.
- Coś mi tu nie gra - powiedziałem do siebie.
- Żeby taki kijowy podjazd zrobili - nie dawało mi to spokoju.
- Wyjeżdżam stąd i spróbuję jakoś inaczej podjechać.
Gdy zacząłem wyjeżdżać z powrotem,z przeciwka z tego parkingu dla osobówek w moim kierunku jechał samochód osobowy.
I tu popełniłem podstawowy błąd.Powinienem jechać spokojnie i czekać aż ten samochód zacznie cofać,a co ja zrobiłem ?.Zjechałem na prawą stronę,chcąc puścić tą osobówkę,myślałem jeszcze o tym ,żeby nie rozwalić zderzaka o ten krawężnik i nie zbyt dokładnie przyjrzałem się w prawe lustro.I co się stało.Byłem mocno złamany,zjeżdżając w prawo nie pozwoliłem naczepie się odpowiednio wyprostować i paleciarą przejechałem po betonowym murku,który był wymurowany obok fundamentów
- Ja pierniczę rozwaliłem sobie paleciarę - aż mi się zimno zrobiło.
Ta osobówka w końcu cofnęła,wyjechałem stamtąd,stanąłem obok budynku i poszedłem zobaczyć co się stało.
- O ja cie .... prawa strona paleciary cała zmasakrowana.
I czar prysł w jednym momęcie,pękł jak bańka mydlana.Jeszcze przed paroma minutami,byłem dumny z siebie,że tak sprawnie mi wszystko poszło,a teraz klnę pod nosem i nie mogę w to uwierzyć co się stało.
- Ale jestem gamoń,jak mogłem nie zauważyć tego murka,po co wogóle tam wjeżdżałem,mogłem stanąć tutaj i najpierw iść się rozpytać czy wogóle dzisiaj mnie rozładują.
Byłem taki wściekły na siebie,że trudno to opisać.
- Teraz to musztarda po obiedzie.
Poprostawałem tą paleciarę ile mogłem,spiąłem ją trzema pasami i tak jeżdżę z taką pokrzywioną i porysowaną.Oczywiście rozmawiałem już na ten temat z moim szefem,który jest wyjątkowo wyrozumiały.Nie wiem co dalej będzie z tą paleciarą,czy da się ją poprostawać i pomalować,czy trzeba będzie kupić inną,nie koniecznie nową,może być używana ale dobra i nie pokrzywiona.
Szczerze mówiąc to ta paleciara nie była super nowa i super prosta i sprawna.Poprzedni kierowcy też jej dali w kość no ale jednak była i tak tragicznie nie wyglądała.Ja ją załatwiłem na cacy.
Powiedziałem szefowi,że koszty naprawy pokryję.Taki jestem dałem ciała,to teraz popłynę na kasie.Trudno.Zjadę na bazę to się okaże co dalej z tą paleciarą i jakie koszty.
Więc widzicie jak jest,czasami świeci słońce,piękna pogoda i wszystko układa się jak należy.a czasami pada deszcz i nic się nie układa.Wystarczy chwila nieuwagi,mały błąd,nie dokładne ocenienie sytuacji,złe spojrzenie w lustra,żeby narobić sobie problemów i kosztów.
Nie jestem idealny i za takiego się nie uważam.Też zdarza mi się popełniać błędy.Jestem zwykłym śmiertelnikiem,który chce zarobić na rodzinę.Jednak z każdego błędu staram się maksymalnie wyciągnąć wnioski,co poszło nie tak i dlaczego.Dokładnie wiem gdzie i jakie popełniłem błędy.Do końca nie potrafię tego wytłumaczyć - dlaczego je popełniłem.Czy pośpiech,czy zbytnie wyluzowanie a może po kilku udanych trasach zbyt szybko stwierdziłem że jestem "Debeściak".Krzysztof - więcej pokory,więcej.Taką mam odpowiedź.
Na drugi dzień,oceniłem sytuację na nowo,na spokojnie.Podjechałem pod rampę z drugiej strony,na lewe lustro,bez żadnych problemów.BEZ PROBLEMÓW.Jednak dało się,wczorajsza decyzja o cofaniu na prawe lustro była dużym błędem,który zemścił się na mnie bardzo szybko.
Po rozładunku,po dwóch godzinach dostałem dwa ładunki do Niemiec.Trasa ponad tysiąc kilometrów przebiegła spokojnie.Rozładowałem te miejsca wczoraj również bez problemów.Teraz stoję na stacji Aral i czekam na ładunek.Nie wiem czy kolejny ładunek będzie do Polski,czy zrobię jeszcze jedną Francję.Chciałbym zrobić Francję,ale nie odemnie to zależy.W poniedziałek minie dwa tygodnie jak jestem w trasie.Ładunki układająsię dobrze.Z każdym poradziłem sobie bez większych problemów,wszystkie dostarczone na czas.
Czyli wszystko w porządku,ale lipa też jest.