poniedziałek, 6 lutego 2012

Grenoble - 18 letni Kenworth i jego driver - cz.3

A więc zatrzymałem się na tym, że szedłem szybkim krokiem do swojej ciężarówki po dokumenty i na parkingu zobaczyłem Kenwortha, który ciągnął cysternę. Nie potrafię wyjasnić swojej reakcji, to było działanie tak impulsywne i pozbawione jakiej kolwiek kontroli. Po prostu jak zobaczyłem tego Kenwortha i kierowcę, który w nim siedział, poszedłem do swojej ciężarówki, wziąłem aparat i szybkim, pewnym krokiem poszedłem w ich kierunku. Kierowca nie widział mnie jak  podchodzę do niego, ponieważ był czymś zajęty i nie patrzył co dzieje sie poza jego kabiną. Ja jak zachipnotyzowany szedłem w jego kierunku i w tamtym momencie zapomniałem o całym świecie. Mówię wam szczerze, musiałem sobie wszystko dokładnie przypomnieć jak to było po kolei, żeby móc to opisać. Pierwszy raz zdarzyło mi się takie przeżycie, takie uczucie ,miałem jedną myśl, muszę porozmawiać z kierowcą i nic mnie w tym momencie innego nie interesuje.
Zapomniałem po co tu przyjechałem, zapomniałem że tam w biurze czeka na mnie pracownik z dokumentami, które trzeba było uzupełnić.
Zapomniałem, że jestem w pracy, a nie na wycieczce szkolnej, dosłownie zapomniałem o świecie przez duże " Z ". Pewnie jesteście ciekawi jak zaczęła się nasza rozmowa ,czyli moja i tego drivera z Kenwortha. A więc postaram się tę rozmowę odtworzyć tak dokładnie jak tylko potrafię. Ponieważ we Francji więcej rozmawiam po angielsku, a to z bardzo prostej przyczyny. Francuski znam bardzo słabo, dosłownie kilka wyrazów. W wolnych chwilach uczę się jednocześnie j. niemieckiego i j. angielskiego, więc jeszce francuski to już by było za dużo jak na raz. Niemiecki dlatego, że często  jestem w Niemczech, a angielski bo bardzo mi się podoba i chcę znać ten język. Więc podchodząc do tego trucka, moje pierwsze słowa były wypowiedziane po angielsku, liczyłem że kierowca zna ten język. A wszystko wyglądało tak:
Stoję obok drzwi Kenwotrha, kierowca siedzi w środku. Pukam w drzwi, kierowca zdziwionym wzrokiem patrzy na mnie i jeszcze nic się nie dzieje. Uśmiechnąłem się lekko, on mając dalej zdziwioną minę otwiera drzwi. Więc ja trzymając w ręku aparat zaczynam mówić:
- Dzień dobry - mówię.
- Dzień dobry - kierowca odpowiada.
- Twoja ciężarówka jest bardzo ładna - mówię dalej.
I w tym momencie na jego twarzy maluję się bardzo wyraźny uśmiech.
No to pierwsze lody przełamane - pomyślałem
Kierowca odpowiada:
- Ooo, dziękuję - I uśmiecha się dalej.
Widzę, że jego uśmiech jest coraz mocniejszy, jego zdziwiona mina, to już daleka przeszłość. W tym momencie czuję, że nawiązaliśmy wspólny kontakt, że nadajemy na na tych samych falach. Czułem się świetnie, byłem coraz bardziej podniecony. Pokazuje mu aparat i pytam:
- Czy mogę zrobić kilka zdjęć ?
No i zaczęło się. Nie spodziewałem się jego reakcji, reakcji tak bardzo pozytywnej na moje pytanie. Wysiadając z trucka powiedział:
- Oczywiście, nie ma problemu - powiedział to z bardzo zadowoloną miną. Przypominam, że
nasza rozmowa odbywała się w języku angielskim. Mój angielski dopiero raczkuje, jednak fakt jest taki, że potrafię porozumieć się w tym języku i że robię coraz większe postępy. Natomiast kierowca trucka mówił bardzo dobrze po angielsku, był francuzem ale jego angielski był dużo, dużo lepszy niż mój, powiem więcej jego angielski był bardzo dobry. Pierwsze zdjęcie zrobiłem jemu.


Poprosiłem by stanął przy trucku, byłem taki podniecony, nie patrzałem wogóle co się dzieje na około, chociaż było tam kilka ciężarówek, ja czułem się jakbyśmy byli sami. Tylko ja, kierowca trucka i Kenworth. Następne zdjęcie on zrobił mi.


Poprosiłem go, żeby zrobił mi jeszcze jedno zdjęcie. On zgodził się bez wahania, wyraźnie było widać, że sprawia mu to ogromną przyjemność i jest zadowolony, że zainteresowałem się jego truckiem. Wziął aparat, ja stanąłem z boku maski gdzie znajdował się napis Kenworth i "pstryk" zdjęcie zrobione.


Jak widać na zdjęciach, miałem na sobie kamizelkę odblaskową i miałem ją nie bez powodu, przyjechałem przecież na załadunek. Na firmach trzeba się w taką kamizelkę ubrać ,ale ja zapomniałem przez chwile po co tam przyjechałem. Robiąc zdjęcia zapomniałem, że mam ją na sobie. Czułem same pozytywne emocje, nie chciałem kończyć tego spotkania. Po tych dwóch zdjęciach, zapytałem czy mogę zrobić film video, pytanie to słychać na filmie, który znajduje się poniżej. On bez zastanowienia powiedział - Tak.


 

Niestety bardzo krótki film z kilku powodów. Przede wszystkim byłem pod takim wrażeniem, że driver ten otworzył drzwi, zaprosił mnie do środka i pozwolił oglądać, dotykać, robć zdjęcia, filmy dosłownie wszystko, że z tego wszystkiego nie ułożylem żadnego planu, co kręcić, jak kręcić, co mówic, o co zapytać, słychać to na filmie, po prostu zabrakło mi słów. Nie potrafiłem nawet złożyć żednego, konkretnego zdania co też słychać na filmie. Po prostu szok i tyle. Piszę driver, bo nawet zapomniałem spytać go o imię, nie spytałem o model tego Kenwortha. Gdy wyłaczyłem kamerę i przestałem nagrywać zaczeliśmy rozmawiać ze sobą, powiedziałem mu, że jestem miłośnikiem takich trucków, że bardzo bym chciał jeździć takim truckiem i wskazałem mu palcem na moją ciężarówkę, staliśmy nie daleko od mojego Mana, więc nie podchodziliśmy do niego. Kiwnął tylko głową i powiedział:
 - Tak,widzę.
Pokazał mi bardzo dużo zdjęć innych trucków z jego firmy. Okazało się bowiem, że w jego firmie jest wiele więcej takich amerykańskich trucków. Ciągają same cysterny, pokazał mi zdjęcia innych driverów, jego kolegów z firmy, zdjęcia które robił na zlotach, gdy byli razem, każdy swoim truckiem i wiele, wiele innych zdjęć. Przestawiam Wam zdjęcie ze strony firmowej tego drivera.

                                              http://www.transports-jorland.fr

Zamieściłem zdjęcie ze strony internetowej tej firmy i dałem link, abyście mogli sami zobaczyć pozostałe trucki, które są w tamtej flocie.
Tego spotkania nigdy nie zapomnę. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i w momencie, gdy się żegnaliśmy nieoczekiwanie wydarzyły się dwie sytuacje.
Pierwsza - Na parking wjechał drugi Kenworth z tej firmy, który miał jeszcze wiekszy sliper, obydwoje driverzy machneli do siebie ręką na powitanie.
Druga - Żegnam się z kierowcą Kenwortha, podaję mu rękę na dowidzenia i odchodzę, mówię do siebie po cichu:
- Ja pitole, ale jazda.
Wypowiedziałem te słowa już w naszym języku, języku polskim. Słysząc te słowa inny kierowca, który szedł po parkingu zatrzymał się obok mnie, przyjrzał mi się i mówi:
- Polak ?
Ja nic nie odpowiadam. Bedąc jeszcze pod wrażeniam tamtych chwil i powoli wracając do rzeczywistości, zatrzymałem się, spojrzałem na niego i zaczynam go słuchać, on powtarza pytanie.
- Jesteś polakiem - mówi do mnie
- Tak jestem polakiem - odpowiadam - On na to.
- Ten Man to twój - mówiąc to wskazuje palcem na moją ciężarówkę.
- Tak - odpowiadam - Mój Man.
- A ten Mercedes mój - mówi dalej
Przyjżałem się ciężarówce, która stała obok mojego Mana i faktycznie stał  tam Mercedes Actros na polskich blachach.
- Właśnie zaparkowałem obok twojej ciężarówki, widzę rejestrację SRB czyli Rybnik, a ja jestem z    Katowic.- powiedział.
Stanąłem, patrzę na niego, patrzę i przez moją głowę z prędkością światła przelatują takie mysli:
Co za miasto, co tutaj się jeszcze wydarzy, te góry, które mnie przywitały, Kenworth na parkingu i jego wspaniały kierowca, traker, pasjonata i teraz Polak i to jeszcze z Katowic, 50 km od Jastrzębia Zdroju gdzie mieszkam. Jeszcze nie ochłonąłem z jednej przygodya a czuję, że zaczyna się kolejna. Jaszcze nie wiem co się wydarzy, ale wiem, że napewno nudził się nie będę i miałem rację, ale o tym w kolejnym poście, w kolejnej częsci - Grenoble - Ładunek do niemiec...
Niesamowite, właśnie przeszły mnie dreszcze jak to napisłem.

niedziela, 5 lutego 2012

Grenoble - Przyjazd i spotkanie - cz.2

Na załadunek musiałem przejechać ok. 90 km od miejsca mojego ostatniego rozładunku. Moim celem było miasto Le Pont De Claix. Na początku jednak miałem w wiadomości napisane, że mam się kierować na miasto Grenoble, w sms-ie dostałem nazwę miasta wraz z kodem pocztowym. Dokładny adres załadunku miałem dostać w drugim sms-ie w trakcie, gdy będę już jechał. Miasto Le Pont de Claix leży tuż za miastem Grenoble i obydwa miasta są ze sobą tak połączone, że trudno jest zauważyć kiedy przejeżdża się z jednego miasta do drugiego. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, jako cel dojazdu na mapie wybrałem właśnie miasto Le Pont de Claix ,ponieważ widziałem, że tam właśnie znajduje się duża strefa przemysłowa zwana - Zoną. Jechałem już kierując się w stronę Grenoble, gdy otrzymałem drugiego sms-a z dokładnym adresem. Otworzyłem wiadomość i przeczytałem dokładny adres, który wydał mi się znajomy.
- Le Pont De Claix - Pomyślałem
- Przecież to jest to miasto, które wpisałem w mapę - mówiłem.
- Ale miałem nosa - ciągnąłem dalej
- Zjadę na parking i wpiszę dokładną nazwę ulicy.
Tak też zrobiłem. Na parkingu przeczytałem nazwę firmy, zanotowałem w swoim notesie i mój wzrok zatrzymał się na wyrazie ADR, który był w wiadomości.
Już wyjaśniam co ten skrót oznacza.
ADR - Umowa europejska dotycząca międzynarodowego przewozu drogowego towarów niebezpiecznych.
ang. European Agreement concerning the international carriage of  Dangerous Goods by Road
- O,o - Pomyślałem, czyli moim ładunkiem dzisiaj są a-de-ery, tak się mówi w języku kierowców.
Czyli, otwarte pomarańczowe tablice z przodu na ciągniku i z tyłu na naczepie, jazda z prędkością max. 80km/h, zakaz wjazdu praktycznie do wszystkich tuneli, które są na terenie Niemiec i Francji oraz zakaz poruszania się po drogach objętych takowym zakazem.itd.
- No to nieźle się zapowiada - pomyślałem - i rozejrzałem się dookoła.
Pogoda nie rozpieszczała, sprawdziłem temperaturę jaka panuje na zewnątrz, na wyświetlaczu zobaczyłem minus 5 stopni C. Padał śnieg, raz mocniej, raz słabiej, czuć było, że na drodze jest trochę ślizko. Ogólnie aura zimowa, biało, zimno i wietrznie.
- Ciekawe co to ładunek i jak daleko będę z tym jechał - pomyślałem.
I w tym momencie przedemną zaczęły ukazywać się przepiękne góry, nie były dość wyraźne ponieważ widoczność była słaba i panowała lekka mgła, ale można było dostrzec, że te góry są bardzo piękne i niespotkane. Bardzo wysokie i bardzo strome. W wielu miejscach dosłownie pionowe ściany skalne, jak by ktoś przyszedł i je wypchnął z ziemi i zostawił. Zbliżałem się do nich i oniemiałem z wrażenia. Szczyty były schowane w chmurach, ja jechałem dalej i je podziwiałem. W pewnym momencie spostrzegłem, że właśnie wjeżdżam do miasta Grenoble. Odrazu zapamiętałem tą nazwę, sięgnąłem po aparat i zacząłem robić zdjęcia.

Jechałem, podziwiałem góry i zbliżałem się coraz bardziej do zabudowań miasta. Nie mogłem oderwać wzroku od nich, były z dwóch stron drogi, coraz większe i coraz piękniejsze coraz bardziej wyraźne. Niesamowite uczucie, gdy ogląda się naturę w takim wydaniu, naszą planetę Ziemię, która jest taka piękna, nie mogłem się napatrzeć, oczywiście nagrałem kilka filmów, które będą w kolejnych częściach"Życie w trasie". I pamiętam co myślałem w tamtej chwili. Jaką dużą przyjemność daje praca kierowcy, można zobaczyć tyle pięknych miejsc w których prawdopodobnie nigdy bym nie był nie będąc kierowcą. Ja w  mojej ciężarówce jadę sobie i podziwiam to wszystko. Teraz jestem tu, za godzinę gdzie indziej, a jutro to nawet sam nie wiem gdzie będę i to jest piękne. Jechałem dalej i wiedziałem, że to miejsce napewno zapamiętam. Postanowiłem, że jak przyjadę tutaj na wiosnę albo latem to zrobię film o tym pięknym miejscu. Zerknąłem na mapę i zobaczyłem, że jestem prawie u celu, jeszcze parę zakrętów, dwa ronda, skrzyżowanie ze światłami i powinienem zobaczyć firmę do której jadę. I ta też się stało. Zobaczyłem bramę wjazdową i obok znak nakazujący samochodom ciężarowym jechać dalej, więc pojechałem tak jak wskazywał znak. Po przejechaniu jakieś 500 m, dojechałem do drugiej bramy, gdzie znajdowało się biuro w, którym byli przyjmowani kierowcy i parking dla samochodów ciężarowych.

- No to jestem na miejscu - powiedziałem - rozglądając się dookoła, ponieważ z tego parkingu również było widać te piękne góry. Na parkingu stało kilka ciężarówek, praktycznie same cysterny. Po mojej lewej stronie, na bardzo dużym terenie rozciągała się wielka fabryka, kilka dość wysokich kominów, dużo budynków. Co jakiś czas na parking ktoś przyjeżdżał, to zaś ktoś wyjeżdżał.
- Acha, to tutaj będę ładował te ADR - y, chyba to będą jakieś chemikalia - pomyślałem. Ubrałem się w moje ubranie robocze czyli, kamizelka, buty, założyłem czapkę na głowę i poszedłem do biura. W biurze, bardzo sprawnie poszło mi załatwienie papierów. Było więcej wypisywania niż przy zwykłym ładunku, ale nie było żadnego problemu ponieważ był tam wzór w j.polskim jak należy wypełnić wszystkie dokumenty. W dokumentach należało podać nazwę firmy, imię nazwisko kierowcy, numery rejestracyjne ciągnika i naczepy, numer załadunku tzn, awizacja. Wszystko wypisałem bardzo szybko i oddałem wypełnione dokumenty pracownikowi, który tam pracował. Pan ten obejrzał wypełnione dokumenty, kiwnął głową mówiąc - ok i poprosił mnie okazanie dokumentów mojej ciężarówki ,instrukcje pisemne, które muszę posiadać przewożąc ładunek ADR i dokument potwierdzający ukończenie kursu ADR, który oczywiście posiadam, bez takiego dokumentu nie zostałbym załadowany. Nie miałem tych dokumentów przy sobie, były w ciężarówce, powiedziałem, że nie ma problemu i że zaraz je przyniosę.

Wyszedłem z biura i udałem się w kierunku parkingu. Szedłem szybkim krokiem, ponieważ chciałem jak najszybciej się załadować i ruszać w trasę. Wszedłem na parking, rozejrzałem się ponim i to co zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To co zobaczyłem spowodowało, że stanąłem tam jak wryty, dosłownie stałem tam jakby mi się buty do asfaltu przykleiły, stałem tam i zaniemówiłem z wrażenia. Stałem i myślałem, co za dzień, co za niespotykane rzeczy dzieją się w tym mieście, mieście Grenoble, które zapamiętam na całe życie, te piękne góry ,które wywarły na mnie takie wrażenie, że dosłownie niemogłem przestać o nich myśleć i teraz to na co patrzą moje oczy. Przedemną stała cysterna, która była zwykłą cysterną, taką jaką spotyka się na europejskich drogach, ale ciągnik, który ciągnął tą cysternę już nie był takim zwykłym ciągnikiem, które spotyka się na europejskich drogach. Cysternę ciągnął prawdziwy, amerykański Kenworth, tak Kenworth nie taki, który jest odpicowany tylko do zdjęć, Kenworth, który każdego dnia ciągnął za sobą cysternę tak jak mój Man ciągnie naczepę. Kenworth w, którym siedział prawdziwy driver z krwi i kości. Kenworth, który też przyjechał się załadować, Kenworth ze sliperem taki, jakie widzi się na amerykańskich drogach. To co działo się potem, było jeszcze bardziej ekscytujące i do teraz nie mogę przestać o tym myśleć. Czekam na następne spotkanie i wiem, że ono nastąpi, jestem przekonany że nastąpi, niewiem tylko kiedy.

sobota, 4 lutego 2012

Grenoble - Jedna z piękniejszych tras - wstęp cz.1

Jak zacząć ten post, znowu jest tyle do powiedzenia w ciągu dwóch ostatnich dni tyle się wydarzyło, piękna trasa do Grenoble w południowej Francji region Rhone-Alpes. Wcześniej wiadomość o śmierci mojego dziadka, powrót do Niemiec z ładunkiem ADR-czyli materiały niebezpieczne na dwie ciężarówki z nowo poznanym kierowcą z polski i wreście spotkanie z francuskim driverem pasjonatem i wielbicielem amerykańskich trucków Kenworth . Łoł co za przeżycia, nawet teraz jak o tym piszę to mi dech zapiera i dostaję dreszczy.
- Ale pokolei
- Pokolei ? To nie takie proste, bo wszystko naraz chciałbym Wam powiedzieć.
No i tak jest zawsze jak pisze post. Więc zacznę tak ,trochę od końca, by potem przenieść się na początek.
Jadąc dzisiaj swoją ciężarówką, pokonując kolejną setkę kilometrów słuchałem muzyki i myślałem sobie tak.
W trasie, w życiu kierowcy wszystko tak szybko następuje i wszystko tak szybko się zmienia. Tak często zdarzają się tak nie oczekiwane sytuacje, zmiany nastawienia, emocje, płacz, śmiech, uczucie bezradności i uczucie szczęścia. Kłopoty i nagła pomoc kogoś o kim niemieliśmy zielonego pojęcia że istnieje. Tęsknota i chęć zdobywania, odkrywania czegoś nowego, nieznanego. Niepokój i ciekawość.
Nigdy wcześniej nie myślałem o trackerce w tych kategoriach, a najciekawsze jest to, że te wszystkie uczucia mogą wystąpić dokładnie każdego dnia, każde z nich. A czy mogą ? Zobaczcie sami, a zaczęło się tak.
Jechałem z ładunkiem do Francji do miasta Satalos Et Bonce, gdy dostałem wiadomość o śmierci mojego dziadka. Szczerze mówiąc od jakiegoś czasu zdawałem sobie sprawę, że ten przykry dzień może niebawem nastąpić, lecz odrzucałem tę myśl mówiąc sobie, że to jeszcze nie czas i zapominałem o tym. Jednak gdy otrzymałem tą wiadomość nie dotarła ona do mnie odrazu, byłem w trasie i całą głowę miałem zajętą różnymi sprawami związanymi z dostarczeniem ładunku na czas i to był mój główny cel, na którym skupiałem całą swoją energię i uwagę. Lecz gdy ładunek dostarczyłem i czekałem na następny w swojej ciężarówce coś we mnie pękło, zdałem sobie sprawę, że właśnie teraz a była godzina dziewiąta z minutami rano, jakieś 1300 km od miejsca, gdzie przebywałem odbywa się pogrzeb mojego dziadka, na którym znajduje się cała moja najbliższa rodzina.
I zdałem sobie sprawę, że nasi najbliżsi odchodzą i my niemożemy nic zrobić, że jesteśmy bezradni i że musimy z tym żyć, bo właśnie takie jest życie i teraz nie mogę być tam, bo jestem tu i właśnie takie jest życie, życie kierowcy, że w wielu miejscach nie może byc i ... I poczułem, że już dłużej nie utrzymam łez, poczułem jak bardzo jest mi przykro, poczułem jaki jestem w tym momencie samotny, sam na sam w kabinie właśnie z tymi uczuciami i poczułem jak łzy spływają mi po policzkach......
I nastała cisza..........
Cisza, którą zapamiętam....
Cisza, która trwała jak długo? - Niepamiętam.
Cisza, którą przerwał dźwięk telefonu. To był sms z adresem nowego załadunku.
Nowego załadunku ? - spytałem sam siebie. Załadunku ? - powtórzyłem
Siedziałem, trzymałem w reku telefon i patrzyłem na niego jak bym nie wiedział co to jest i do czego służy.
O rany, mam ładunek - Zaczęło do mnie docierać - Trzeba się brać, ładunek czeka, mam ładunek - powtórzyłem kilka razy.
I nagle co się stało ,jak by bańka mydlana pękła, jak bym wrócił z innego świata, jak bym się obudził z koszmarnego snu ,wszystko się zmieniło, nie myślałem już o tym wszystkim, jakby mi ktoś reset zrobił.
Byłem w stu procentach gotowy do jazdy, zapaliłem silnik, ogarnąłem kabinę, wpisałem adres w nawigację, w mapę i ruszyłem przed siebie, miałem kolejne zadanie, przecież musiałem podjąć ładunek i dostarczyć go do celu.
I właśnie o tym mówię, jak szybko sytuacja i okoliczności się zmieniają, jeszcze przed paroma minutami ,siedziałem zadumany, zamyślony, samotny z łzami w oczach, a w tym momencie siedzę za kierownicą swojej ciężarówki i pędzę na spotkanie z kolejną przygodą, z kolejnym wyzwaniem. Gotowy do przeżycia nie zapomnianych chwil, gotowy do pracy. Nie myślę już o tym, jak jest mi źle, jestem już podniecony bo wiem, że to co przeżyję to będą uczucia, które kocham. Czuję jak adrenalina zaczyna działać, jak przestawiam się w tryb rozwiązywania problemów, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Moje nastawienie jest już pozytywne, wiem że i tym razem sobie poradzę, czuję jaki jestem nakręcony.
I właśnie tak zaczęła się jedna z moich piękniejszych tras w życiu. Trasa do Grenoble.

czwartek, 2 lutego 2012

Mój dzidek był dobrym człowiekiem - Ojcze Nasz...

Tak to już w życiu jest, nasi najbliżsi odchodzą, a nam pozostaje tylko modlitwa za ich dusze.
31.01.2012 o godz.11:00 mój dziadek Jan Kurowski odszedł z naszego pieknego świata. Żył 89 lat, miał pięciu synów, jedenaścioro wnucząt i miedzynimi jestem Ja najstarszy wnuk. Odszedł do swojej żony ,a mojej kochanej babci Anieli, która odeszła dwa lata temu. Tęsknił za nią i bardzo chciał do niej dołączyć i tak też się stało. Dzisiaj tj. 02.02.2012 o godz.9:00 odbył się jego pogrzeb w miejscowości Paczków woj. opole, gdzie przeżył wiekszą częśc swojego życia. Ja niestety nie mogłem być na pogrzebie ponieważ jestem w trasie i piszę ten post z mojej ciężarówki. Moja wspaniała żona Ola, jest tam i również modli się w moim imieniu.
Z oczami szklanymi modlę się stąd i proszę Was pomódlcie się ze mną za duszę św. pamieci mojego dziadka Jana Kurowskiego - Był dobrym człowiekiem - Ojcze Nasz  ....

Dziekuję ... szerokości.

środa, 1 lutego 2012

Kolejne odcinki - "Życia w trasie" Już na YT.

Tak, jak w tytule, odcinek 3  ,4 i 5 " Życie w trasie "od kilku dni można zobaczyć na moim kanale YT. Okazuje się, że zebranie materiału do tej serii nie jest dużym problemem. Mam nagrane odcinki z tras ze stycznia, jutro już jest luty,a ja właśnie rozpocząłem nową trasę. Dokładnie nie wiem kiedy będzie jej koniec, ponieważ jest to kontynuacja trasy poprzedniej, trochę to pokręcone się zrobiło, ale spokojnie, już wyjaśniam.
Czy życie kierowcy ciężarówki jest tak trudne do zaplanowania, czy każdemu kierowcy, czy tylko mi przytrafiają się prawie każdego dnia jakieś niespodzianki, nie zaplanowane sytuacje. Czy to jest normalne, czy po prostu ja mam jakiegoś pecha, lub może inaczej to nazwać, wcale nie pechem, po prostu kolejną niespodziewaną przygodą.
- O, rany - i znów skaczę po tematach, ale jak mam nie skakać, jak jest tyle do napisania, tyle do nagrania, tyle do poskładania i wrzucenia na serwis YT, no i oczywiście tyle do zrobienia tzn. dużo pracy bo przecież jestem w trasie i jestem kierowcą i przede wszystkim po to tutaj jestem, moim zadaniem jest dostarczyć ładunek, czyż nie ?
I zobaczcie sami, jaki jest tytuł posta, a o czym ja piszę, ale mówię Wam to wszystko ma sens jako jedna całość.
Więc co z filmami ?
Kolejne odcinki mam już nagrane, ponieważ w trasie każdego dnia dzieje się coś co warto pokazać, więc materiału nie brakuje, brakuje natomiast czasu do zmontowania w całość odcinka tak, by był ciekawy i nie powtarzał się ,taka jest moja koncepcja na " Życie w trasie ", pokazywać wciąż coś nowego.
-Ok ! Dobra miałem czas i zmontowałem kilka odcinków ! Hurra.... przecież o to chodzi, odpalam YT wciskam przycisk " Prześlij film " i nic się nie dzieje.
-O rany, kolejny problem do rozwiązania .- myślę sobie .- Hmm.. w trasie mam za słaby internet i nici z przesyłania. Więc plan jest taki - W trasie składam filmy, a z domu je przesyłam - Plan dobry, ale nie do końca.
W domu to mnie czasem i po trzy tygodnie nie ma, ale ja się nigdy nie poddaje, zawsze szukam rozwiązania i tym razem coś wymyślę. Opracuje plan który, pozwoli mi publikować nowe odcinki w miarę systematycznie ,zresztą już mi pewien pomysł chodzi po głowie :)
Więc ok, wyjaśniłem Wam jak to jest z tymi filmami i proszę o cierpliwość, napewno będą nowe i napewno ciekawe i niepowtarzalne.
Teraz bardzo chcę podziękować za wszystkie komentarze, każdy z nich czytam bardzo uważnie i każdy jest dla mnie szczególny. W niektórych są zawarte pytania, propozycje tematu filmu, który można by zrobić. Pomysły takie jak np. Live - stream itd.
Napewno na każde pytanie odpowiem, lecz proszę o cierpliwość, będąc w trasie czasami mam trochę czasu dla siebie i wtedy mogę poświęcić go np. na odpowiedź na pytania, ale czasami jest tak, że przez kilka dni jestem bardzo zajęty.
Tak dużo się dzieje, choćby dzisiejszy dzień, nic się nie działo, aż do momentu gdy dostałem ładunek, przejazd przez zaśnieżone serpentyny górskie, czyszczenie naczepy ze śniegu i lodu czy wymiana palet z lekkim treningiem siłowym, dzieje się bardzo dużo, jest co pokazywać, jest o czym pisać.
Jest godz.0:36 dnia 01.02.2012. czas iść spać, wstaję jutro o godz.7:00 i o 9:00 ruszam, stoje dosłownie 2,5 km przed granicą Francuską, na autostradzie A-5 dwadzieścia kilomertów przed Basel - D, kieruję się na miejscowość Mulhouse - F. więc jeszcze tylko wrzucę post na bloga i kładę się na sleeper.Nareczka.



"Życie w trasie - cz.3"






"Życie w trasie cz - 4"






"Życie w trasie cz - 5"



Mejsce zaladunku,dziki parking i powrót do Polski

czwartek, 26 stycznia 2012

Do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Ładunek dostarczony, pełen luz, uczucie zadowolenia z wykonania pracy. Teraz, gdy adrenalina puściła poczułem się zmęczony, zmęczony ale szczęśliwy i dumny, że mimo przeszkód, problemów na trasie ładunek dostarczyłem na czas, na podany adres o podanej godzinie .Zmęczony, bo skrócona pauza dobowa do 9 godzin i jazda z przerwami tylko 45 minut robią swoje, ale już jest wszystko dobrze. Pojadłem, przespałem się półtora godzinki i czuję, że zmęczony organizm powoli zaczyna wracać do życia.
To dobrze - pomyślałem. Odpocznę i mogę przyjąć następny ładunek. Dzisiaj raczej nie, bo jest już za późno, ale jutro - bez problemu, na jutro jestem gotowy. Siedzę tak w kabinie na parkingu przy ruchliwej autostradzie i rozmawiam sam ze sobą. Nagle czajnik zaczyna mnie wołać używając do tego bulgotu gotującej się w nim wody, wołać mnie do zalania szklanki z kawą, która ma mnie obudzić na dobre. O rany zapomniałem, że miałem kawę sobie zalać - znów powiedziałem sam do siebie. I nagle uświadamiam sobie jakie dźwięki od dłuższego czasu docierają do moich uszu. W tle gra sobie radio, bardzo cicho, że ledwie je słyszę, z autostrady dochodzą dźwięki przejeżdżających tam samochodów i co jakiś czas w CB-radio ktoś pyta - Koledzy, a co się dzieje tam w stronę Norymbergi, że się tak korkuje ?
Wyłączę to CB - pomyślałem - trochę spokoju - nie chcę się rozpraszać, chcę się skupić przecież chcę opisać moją ostatnią dostawę.
W CB jest już cisza, lecz w tym momencie jeszcze jeden głośny, coraz głośniejszy dźwiek zaczyna do mnie docierać.
A to co ? - pytam wsłuchując się w niego.
Hmm...no przecież - uśmiechnąłem się sam do siebie - bystrzacha ze mnie - pomyślalem. Przecież stoję 10 km od lotniska w Monachium, przecież to dźwięk odrzutowca pasażerskiego przelatującego nad autostradą i wtedy dotarło do mnie, że ja już dawno przyzwyczaiłem się do tych wszystkich odgłosów i dźwięków i że one wogóle mi nie przeszkadzają, że stały się częścią mojego życia.
I znów się chwile zadumałem....- Jak to człowiek do wszystkiego potrafi się przyzwyczaić -pomyślałem.

niedziela, 22 stycznia 2012

Praca Kierowcy Ciężarówki - "Życie w trasie"

W serwisie YouTube od jakiegoś czasu publikuje filmy z moich tras. Pierwsze filmy są bez komentarza lub komentarza jest bardzo mało. W pierwszych moich filmach poprostu chciałem pokazać widoki, krajobrazy, kilka miejsc załadunku. Nie miałem jeszcze koncepcji tak dokładnie co nagrywać, więc gdzie byłem pierwszy raz, nagrywałem, podkładałem muzykę i wrzucałem na YT.
Ale po kilku trasach stwierdziłem, że dobrze by było mieć jakiś konkretny temat do nagrywania i pokazywania. Temat, który by się nie kończył, nie powtarzał, był ciekawy. Dostałem kilka wiadomości na priv, żeby robić filmy z komentarzem. Powiem szczerze, że robienie filmów sprawia mi od bardzo dawna dużą frajdę. Pamiętam jeszcze czasy z początku lat 90-tych, gdy biegałem z kamerą na kasety video VHS i nagrywałem co popadnie. Całymi dniami siedziałem przed telewizorem i oglądałem to co nagrałem, aż do znudzenia, ale tak było. Jestem z rocznika, który pamięta puste pułki w sklepach i banany tylko na święta. Więc magnetowid i kamera video w tamtych czasach to były nie lada gadżety. Oczywiście nie było jeszcze internetu, serwisów takich jak YouTube by można było publikować ciekawe filmy, więc po jakimś czasie filmy te lądowały gdzieś w kartonie w piwnicy.
Dzisiaj kamera Full HD na nikim nie robi zbyt dużego wrażenia, mamy kilka serwisów na których można publikować swoje filmy, między innymi YouTube, który moim zdaniem jest najpopularniejszym serwisem tego typu. I dlatego na tym serwisie zdecydowałem się otworzyć swój kanał.
Ale wracając do tematu, bo trochę popłynąłem wspomnieniami i po tylu latach zobaczyłem te obrazy w mojej wyobraźni.....stop! znowu płynę. Więc co mówiłem - Temat, który by się nie kończył, nie powtarzał, był ciekawy - No właśnie i myślę że temat - "Życie w trasie" jest tym tematem,którego szukałem."Życie w trasie" jest każdego dnia inne, pomimo że robi się podobne rzeczy każdego dnia, że jeździ się po tych samych trasach to jednak każdy dzień jest inny. Miejsca załadunków i rozładunków są inne. Dojazdy do firm są tak różne że czasami jadąc jakąś drogą zastanawiam się czy to dobra droga, kto w takim miejscu buduje firmę, gdzieś w środku gór, gdzieś na uboczu, gdzieś blisko centrum dużego miasta. Czasami wszystko układa się po mojej myśli, a czasami wszystko się komplikuje. Krzyczę wtedy do siebie - Co jest do cholery !? - Fatum jakieś czy co !?
Mówiąc krótko, każdy dzień jest inny, każda dostawa jest inna, każdy parking jest inny, każda trasa jest inna i to jest moim zdaniem bardzo dobry temat do pokazania. Jak naprawdę wygląda praca kierowcy, jak wygląda "Życie w trasie"i to chcę pokazywać.
Pierwsze filmy są trochę chaotycznie zmontowane, po prostu składałem ciekawsze momenty z różnych tras, dlatego najpierw jest Francja, potem Niemcy i znów ujęcie z Francji albo z Polski. Teraz filmy montuję ujęciami jedno po drugim tak jak pokonuję trasę, abyście mogli jakby uczestniczyć ze mną w trasie każdego dnia. Oczywiście pokazuję najciekawsze momenty, żeby oglądanie nie zrobiło się nudne i staram się montować ujęcia z komentarzem. Poniżej przedsawiam dwa pierwsze odcinki, możliwe że część z Was już je widziało, ale wrzuciłem je na bloga, ponieważ każdy następny odcinek będę wrzucał i dodawał dodatkowy komentarz w postaci opisu filmu i scen, które się tam znajdują, czy przebieg trasy, rozładunku, załadunku był spokojny czy spotkały mnie niespodzianki i komplikacje, które niestety zdarzają się bardzo często.



"Życie w trasie - cz.1"

Zapraszam na forum Młody Trucker - Forum początkujących kierowców zawodowych


"Życie w trasie cz.2"

Zapraszam na forum Młody Trucker - Forum początkujących kierowców zawodowych




Mam już zmontowane i przygotowane do przesłania na YT kolejne odcinki "Życie w trasie", lecz niestety nie mogę ich teraz przesłać. Dlaczego ? Już odpowiadam.
Mam internet bezprzewodowy w Polsce i w Niemczech, we Francji jeszcze nie mam, ale pracuję nad tym.
Teraz jestem w Niemczech na stacji ESSO przy autostradzie A-7. Niestety w takich rejonach jak autostrady między polami, lasami czy w górach jest zbyt mały zasięg i wolny przesył żeby wysłać pliki ok.800 Mb, bo przeważnie moje filmy tyle ważą. W miastach jest lepiej z przesyłem, lecz w miastach jestem krótko, ponieważ zaraz po rozładunku czy załadunku jadę w kierunku autostrady lub drogi szybkiego ruchu gdzie szukam parkingu lub poprostu jadę w trasę. Więc nie pozostało mi nic innego - uzbroję się w cierpliwośc i po powrocie do domu wrzucę te filmy na YT z mojego komputera domowego.
Dobra my tu gadu, gadu a w brzuchu burczy. Wrzucam post na bloga i robię coś do jedzenia bo zgłodniałem. Jest niedziela godz.12:36 czas na pauzie płynie fajnie, dobrze że mam internet,większość kierowców ma TV-Sat i ogląda telewizję. Mi TV jest nie potrzebna, nie planuję kupować, nie wiem może zmienę zdanie, ale narazie chcę się skupić na zorganizowaniu internetu we Francji, mam już namiary gdzie i jaki internet kupić, ale przecież nie wsiądę w samochód osobowy bo go tu niemam i nie pojadę tam teraz. Muszę poczekać, aż będę miał trasę w tamten rejon Francji i wtedy zacznę działać.

Pozdrawiam,nareczka i szerokości!